piątek, 18 kwietnia 2014

Romeo i Julia czyli mały skok w przeszłość

Dziś, z okazji urodzin Davida Tennanta, recenzja najbardziej znanej sztuki Szekspira, a dokładnie jej inscenizacji z 2000 roku. Obejrzenie tego spektaklu było możliwe dzięki cudownemu wynalazkowi jakimi są archiwa teatralne, a w tym przypadku RSC Archive (tu instrukcja jak skorzystać ze zbiorów archiwum).

Całość zrealizowana jest bardzo prosto. Głównym elementem scenografii jest zajmująca całą scenę jasna ściana. W zależności od potrzeb akcji jest ona kryjówką, murem czy balkonem.

ściana, która tworzy przestrzeń dla spektaklu 
(wszystkie zdjęcia w notce stąd)

Fabuła sztuki jest znana chyba każdemu, nie będę się tu rozwodzić nad buntem nastolatków, szaloną miłością i złymi zbiegami okoliczności. To, o czym chcę napisać, to odtwórcy głównych ról i moja ulubiona scena.

David Tennant w chwili gdy grał Romea miał 29 lat. Zdecydował  się na tę rolę, bo jak sam mówił,  ta postać nie powinna być grana przez aktora po 30 roku życia. Jednak jego chłopięcy urok, niespożyta energia, a także naturalna zdolność do mówienia szekspirowskich wersów, jakby to był język codzienny, z łatwością pozwalają nam zobaczyć w nim nieco starszego nastolatka. Jego Romeo jest zabawny, pełen pasji, chwilami mroczny. Kocha i nienawidzi na całego. Gdy zostaje skazany na wygnanie, jego zachowanie i miny przypominają obrażonego gimnazjalistę, któremu zabrano ulubione gry.

żaden nastolatek z fochem nie ma ochoty słuchać dobrych rad, nawet od przyjaciół

Jednak gdy tylko w pobliżu Romea znajduje się Julia, zmienia on się najpierw we flirciarza, później zaś w namiętnego kochanka. 

najsłynniejsza scena balkonowa

Od razu zaznaczam - w sztuce nie uświadczymy ani grama nagości, co nie przeszkadza, by scena rozstania po nocy poślubnej, była jedną z najgorętszych jakie widziałam. On w pośpiechu zapina koszulę, ale jednocześnie nie może się od niej oderwać, każdy pocałunek przybliża rozstanie, a jednak nie mają ich dość. I są to prawdziwe pocałunki, nie żadne słodkie cmoknięcia!

i moja ulubiona scena z całej sztuki

Niestety Julia w tej inscenizacji nie dorównuje Romeowi. Alexandra Gilbreath miała w 2000 roku 31 lat. I o ile podobny wiek u Davida nie przeszkadza, o tyle w przypadku Alexandry nie można pozbyć się wrażenia, że to bardziej słynna pani Robinson niż młodziutka panna Capuletti. Od razu zaznaczę - to nie wygląd jest problemem, raczej bardzo niski, chropowaty głos aktorki. Kiedy woła "O Romeo, Romeo! Wherefore art thou Romeo?" brzmi bardziej jak sterana życiem żona, czekająca z awanturą na męża wracającego po popijawie, niż niewinna dziewczyna.

pierwsze spotkanie, na balu

Jednak sztukę jako całość ogląda się całkiem nieźle. Pomaga dobra muzyka budująca nastrój i świetni odtwórcy ról drugoplanowych, zwłaszcza Adrian Schiller jako Mercutio, który czuł do Romea coś więcej niż platoniczną przyjaźń. I to też bardzo mi się podobało. Bo to nie tylko śmierć Mercutia sprowokowała Romea do szukania zemsty, to także świadomość, że wcześniej, dość zdecydowanie odrzucił awanse swojego przyjaciela i szorstko go odtrącił.

źródło Mercutio m.in. w taki, mało skuteczny, sposób próbuje zainteresować Romea sobą.

Na zakończenie dodam tylko, że sztuka jest filmowana ze stałej kamery umiejscowionej na balkonie. Nie ma zbliżeń, cały czas widzimy całą scenę i akcję na niej. Jakość obrazu nie jest rewelacyjna, ale całkiem wystarczająca (jak widać na gifie powyżej), za to dźwięk jest zaskakująco czysty. 
Jeśli macie wolny dzień w Londynie, bardzo polecam odwiedzenie Stratford-upon-Avon i archiwum i przekonanie się, dlaczego od ponad dziesięciu lat, Davida Tennanta nazywa się jednym z najwybitniejszych aktorów szekspirowskich.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz