środa, 22 października 2014

Notka, której nie ma - czyli o felietonie pana Nowaka

Dziś w naszym zakątku "internetów" rozpętała się burza. Wszystko zaczęło się od felietonu pana Macieja Nowaka, krytyka teatralnego, w którym to felietonie, nie przebierając w słowach, daje upust swojej frustracji na nową modę jaką jest wyświetlanie spektakli teatralnych w "budach kinowych".

Zagotowało się w nas, jak i w wielu innych odbiorcach. Zanim jednak zebrałyśmy się by napisać, co o tym sądzimy, zrobił to Zwierz
I zrobił to w tak rewelacyjny sposób, że nam pozostaje tylko zalinkować do jej notki i powiedzieć: Idźcie i czytajcie, bo dobre to jest.

Głos w dyskusji zabrała także Marta Gaik z TerazTeatr.pl. Głos równie interesujący, z bardzo ważnym zdaniem: "Kultura powinna łączyć, a nie dzielić".

I tym optymistycznym akcentem kończymy pisać notkę, której tak w zasadzie w ogóle nie ma.

1 komentarz:

  1. E, myślicie, że serio pisze? Że to nie takie pokazywanie tyłka na trybunie, bo a nuż pokażą w "Wiadomościach", a może i Olejnik do studia zaprosi? Naczyta się człowiek poradników "Jak zostać Nawalnym i Assange'em w weekend" (a jak nie Nawalnym, to chociaż Kominkiem czy kolegą Kominka) i potem myli kontrowersyjność z prowokacją, a prowokację z buractwem.
    Chociaż, z drugiej strony, nie takie już numery przerabialiśmy, więc może... Wiarę w ludzi odzyskuję, że ktoś jeszcze na tym całym internecie nie roznieca flejmów, nie pracuje na lajki, nie nabija postów, tylko szczerze i od serca obnaża własne buractwo i brak logiki w myśleniu. Proponuje całą serię: ebooki vs. papier; malarstwo vs. fotografika; koncerty vs.płyty; Boże Narodzenie vs. Wielkanoc i krupnik vs. rosół.
    Bo wszak pan Nowak powinien pamiętać - nawet dziś, gdy w galeriach wiesza się gacie i nazywa sztuką, podczas gdy w galerii obok identyczne gacie idą na 49,99 (dwupak, w cenie promocyjny karnet z 20% zniżką na piżamę); dziś, gdy skretyniali odbiorcy przeżuwają popcorn na przemian z postmodernizm; dziś, gdy sztuki puszczają w kinie, a twórcy puszczają się za pieniądze (artystycznie, rzecz jasna) - nawet dziś, może być gorzej. Co ja mówię - bywało już gorzej. Jak? A na przykład tak:
    "Jeśli jednak mamy w istocie do czynienia ze schyłkiem świata zachodniego, człowiek masowy nie czuje najmniejszego niepokoju; czyż nie żyje w najlepszym ze światów? Spójrzmy na tego człowieka, kiedy w środku dnia podąża długimi rzędami do amfiteatrów, by z ich stopni przyglądać się tępo wydarzeniom przedstawianym mu przez paru lichych aktorów, którzy nie mają już w sobie ni śladu człowieczeństwa, skrywają bowiem swój wygląd pod groteskowymi maskami i zniekształcającymi ludzką postać koturnami, pod wypchanymi szatami - by w ten sposób małpować wielkość, nic z nią nie mając wspólnego. Czegóż jednak możemy żądać od autorów, których sztukę kupiono i którzy umieją podać gotowy produkt, archont zaś może wedle swojego widzimisię zaakceptować go lub odrzucić? Czy warto poddawać analizie przebieg tego regresu? Zaczęło się od nie bez przyczyny podziwianego przez człowieka masowego Ajschylosa, który przedmiotem poezji uczynił bieżące wydarzenia, jak choćby bitwę pod Salaminą. Niestety, nie sądzę, byśmy w przypadku Ajschylosa sięgnęli dna. Doszło do jeszcze większego upadku. Sofokles - oto niezrównany przykład przymusowego lunatyzmu wytwarzanego seryjnie na użytek tłumów. Weźmy Antygonę. Nie zbrakło tam niczego. Mamy więc dziewczynę, która kocha barbarzyńsko
    zabitego brata; złego i nieczułego tyrana; wierność zasadom aż do śmierci; syna tyrana,Hajmona, który zabija się dla swojej pięknej ofiary; matkę Hajmona, która idzie za nim do grobu; Kreona, zdruzgotanego i otępiałego wskutek żałoby spowodowanej wszak jego chorobliwą małostkowością. Powieść w odcinkach, dzięki wsparciu attyckiego przemysłu kulturalnego, osiągnęła szczyt i zarazem dno. Jeśli zaś chodzi o Medeę, kultura masowa po mistrzowsku odprawia tu swój tan, zabawiając nas osobistym nerwicowaniem pewnej krwiożerczej historyczki, przy czym całość przyprawiona jest obficie freudowskimi analizami, dzięki czemu mamy doskonały przykład tego, czym może być Tennessee Williams dla ubogich. Dawkowanie efektów święci tryumf, jakże więc nie płakać, jakże nie odczuwać przerażenia i litości?".
    Zaiste, panie Nowak, nic tylko czytać i płakać...


    (za cytat dziękuję niezawodnemu Umberto Eco - i polecam całość, czyli mój ukochany zbiór felietonów "Diariusz najmniejszy", zwłaszcza "Z przykrością odrzucone...")

    OdpowiedzUsuń