sobota, 25 października 2014

W paszczę lwa czyli wizyta w V&A Archive

V&A Theatre and Performance Archives przechowywane są prawdziwe skarby. Sztuki całkiem nowe, które niedawno zeszły z afisza i starsze, o których istnieniu niewiele osób wie czy pamięta. Przeboje, z rewelacyjnymi recenzjami i spektakle kontrowersyjne, które dzieliły widzów i krytyków. Od karuzeli znanych nazwisk można dostać zawrotu głowy. A wszystkie dostępne są dla każdego, zupełnie za darmo. Wystarczy wybrać dzień i tytuł sztuki, zarejestrować się i gotowe. 
Dokładne wskazówki co, gdzie i jak znajdziecie w  naszym przewodniku, radzimy składać zamówienie z co najmniej dwutygodniowym wyprzedzeniem. Stanowisk w Archiwum jest malutko, a dodatkowo bywa ono nieczynne z różnych powodów. Z doświadczenia wiemy, że obejrzenie w jednym dniu tytułów zaplanowanych na dwie wizyty, nie jest może niemożliwe, ale ciut wyczerpujące.  

Nasza przygoda z Archiwum, zaczęła się właśnie dwa tygodnie przed planowanymi wizytami, od dość długiej korespondencji mailowej. Przemiłemu pracownikowi wyjaśniałyśmy co i kiedy chcemy oglądać. Trzy  sztuki, dwie osoby, to razem, tamto oddzielnie, troszkę to było zamotane. W każdym razie, udało się nam wszystko ustalić, podałyśmy dane, dostałyśmy potwierdzenie oraz wskazówki dojazdu i w końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień. Wysiadłyśmy z metra na stacji Baron's Court i spacerkiem udałyśmy się na Blythe Road w poszukiwaniu Blythe House i wejścia B, jak nam przekazano w mailu. 


Budynek Archiwum jest ogromny i majestatyczny. Otacza go masywne, żelazne ogrodzenie. Wejście B to zamknięta na cztery spusty brama, na szczęście z domofonem. Zadzwoniłyśmy, przedstawiłyśmy się (po raz pierwszy) i wyłuszczyłyśmy cel naszej wizyty. Osoba po drugiej stronie sprawdziła listę gości, uznała, że wszystko się zgadza i zabrzmiał brzęczyk. Pchnęłyśmy ciężkie skrzydło i znalazłyśmy się na ścieżce prowadzącej do budynku, śledzone przez wiele umieszczonych na nim kamer. Następnie, kolejne, otwierane przyciskiem drzwi, za nimi korytarz i recepcja. W recepcji pan ochroniarz, ten sam, który otworzył nam bramę, a ponieważ Archiwum jest brytyjskie, był oczywiście niezwykle sympatyczny i pomocny.

Musiałyśmy pokazać nasze dowody osobiste, otrzymałyśmy karty magnetyczne (tylko z nimi można było przejść przez drzwi do korytarza prowadzącego do toalet), podpisałyśmy jedną listę obecności i regulamin, polecono byśmy wybrały sobie szafkę (cała jedna ściana recepcji to szafki zamykane na kluczyk) i zostawiły w niej kurtki i torby. Później musiałyśmy na kolejnej liście podpisać otrzymanie kluczyka, na nadgarstkach zapięto nam specjalne papierowe bransoletki mówiące o dniu i porze wizyty... i wreszcie mogłyśmy, przez parę ciężkich szklanych drzwi, przejść do czytelni.

o tak właśnie zostałyśmy oznakowane :)

Jeśli jednak myślicie, że to koniec formalności, to grubo się mylicie!
W czytelni musiałyśmy ponownie się wylegitymować, podpisać listę gości, podpisać regulamin udostępniania zbiorów, podpisać osobną listę na każdą sztukę, którą wypożyczyłyśmy, poczekać chwilę na założenie kart czytelniczych... Wreszcie zostałyśmy wprowadzone do małego, przylegającego do sali głównej pokoiku, w którym znajdowały się trzy, różnej klasy stanowiska do oglądania. Otrzymałyśmy płyty i mogłyśmy oddać się obcowaniu ze Sztuką.

Karty czytelnika - mamy niejasne wrażenie, że chyba powinnyśmy oprawić je w ramki :)

Personel czytelni jest przemiły, służy pomocą w dużych sprawach (zarysowana płyta i wymiana na inną kopię) i tych mniejszych (wskazanie drogi do toalet, pomoc ze słuchawkami). Wszyscy uśmiechnięci, życzliwi i zapraszający koniecznie ponownie. 
Po bliższym poznaniu wielki groźny lew okazał się całkiem sympatycznym kotem :)


A poniżej mała, 10 minutowa próbka tego, co w Archiwum można obejrzeć.



A jeśli nadal nie jesteście przekonani, czy warto poświęcić kilka godzin pobytu w Londynie na wizytę w Archiwum oraz dziwicie się poziomem zabezpieczeń, oto kilka sztuk (i znanych aktorów w nich) które można tam obejrzeć. Takie dobra muszą być bardzo dokładnie chronione!
  • American Psycho The Musical (Matt Smith)
  • Betrayal (Kristin Scott-Thomas)
  • Birdland (Andrew Scott)
  • Blithe Spirit (Angela Lansbury)
  • blue/orange (Chiwetel Ejiofor i Bill Nighy)
  • Brand (Ralph Fiennes)
  • Butley (Dominic West i Emma Hiddleston)
  • Hamlet (Ben Whishaw, jest też wersja z Kennethem Branaghem)
  • Hedda Gabler (Benedict Cumberbatch)
  • The Ladykillers (Peter Capaldi)
  • Macbeth (James McAvoy, jest też wersja gdzie grał Ian McKellen i Judi Dench)
  • Look Back in Anger (David Tennant)
  • i wiele, wiele innych - większa część listy dostępna jest tutaj

4 komentarze:

  1. Męczy mnie strasznie, w czym ten budynek grał coś innego. Chwilowo zawęziłam podejrzanych do dwóch, "Tinker Tailor Soldier Spy" oraz "The Bletchley Circle". Grrr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedna z moich ulubionych, pomagających dziurawej pamięci, stron mówi, że "Tinker Tailor Soldier Spy" :) http://filmlondon.org.uk/september2011

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm, ja nie miałam aż tylu formalności. Widziałam tam Hamleta z Benem Whishawem. Był absolutnie wspaniały! (I Tom Mison jako Fortynbras też ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten "Hamlet" jest na naszej liście, ale tyle spektakli, tak mało czasu. Marzy mi się, żeby przechowywane w archiwach nagrania można było oglądać na dostępnych dla wszystkich playerach.

      Usuń