sobota, 31 stycznia 2015

Nagrody!

Sezon nagród trwa. Znamy już laureatów The Evening Standard Awards, Critics' Circle Awards, a w kwietniu rozdane zostaną Oliviery. Niestety decyzje jury nie zawsze są zgodne z naszymi odczuciami, a nawet jeśli są, to i tak czujemy, że nie doceniono wszystkich, którzy na to zasługują. 

Dlatego postanowiłyśmy się zabawić i przyznać własne wyróżnienia. I tak oto powstały...
<werble>



czyli
NASZE NAGRODY TEATRALNE!

Nie kopiujemy poważnych i szacownych nagród. Wymyśliłyśmy własne, nie do końca serio kategorie i czasami wyróżniamy w nich po kilka osób. Jedyne kryterium: pod uwagę brałyśmy spektakle, które widziałyśmy w 2014 roku, niezależnie od daty ich premiery.
I tak, pierwsze w dziejach, Papierowe Smoki za 2014 rok, otrzymują:

Nagroda imienia Davida Tennanta za pracowitość roku:
Olivier Chris i Amanda Hale
Oliviera w roku 2014 można było oglądać w "King Charles III" w Almeidzie, w "Great Britain" w National Theatre i ponownie w "Królu Karolu" w Wyndham's.
Amanda wystąpiła w trzech sztukach: "Eldorado",  "The Nether" oraz "Uncle Vanya" (przyznajemy się do małego naciągnięcia zasad, tej sztuki nie widziałyśmy, chociaż Ania2 naprawdę bardzo, bardzo chciała). Oboje nie spoczywają na laurach. Amanda wraca do "The Nether", tym razem do Duke of York's Theatre, Olivier już w lutym pojawi się w "Closer" w Donmar Warehouse.

Nagroda imienia Quentina Tarantino za festiwal przemocy na scenie:
"Richard III" z Trafalgar Studios
Bo ileż można dusić biedną lady Annę? O co wieczornym stresowaniu złotych rybek nie wspominając!

Nagroda imienia sowy Hedwigi za najbardziej "odczapiastą" śmierć:
Wszystkie ofiary z "The Wolf From the Door"
Zgonów w tej sztuce było sporo, co jeden to lepszy, jednak zdekapitowany menadżer Tesco dumnie dzierży palmę pierwszeństwa.

Nagroda imienia Lady Makbet czyli postaci która była po prostu Sympatyczna Ujemnie Czyniąca Zło:
Paige Britain w interpretacji Billie Piper ("Great Britain") oraz niezapomniana Isabella Stewart czyli Blythe Duff ("James I" i "James II")
Paige była okropna, bez ani jednej pozytywnej cechy chyba, przeżarta pragnieniem władzy i dążąca do niej po trupach.
Isabella o synów, władzę i pozycję, walczyła jak lwica i wszystkimi sposobami.

Nagroda imienia Thranduila dla postaci drugoplanowej, która ukradła spektakl:
David Oakes jako Christopher Marlowe w "Shakespeare in Love"
Pisałyśmy o tym i komentowały to nasze Czytelniczki: może i Szekspir był tytułowy i zakochany, ale kiedy tylko na scenie pojawiał się David, uwaga wszystkich widzów skupiała się na nim.
Nie możemy też zapomnieć o Vanessie Kirby - jako Stella Kowalski w "Streetcar Named Desire" ukradła spektakl swoim znacznie bardziej utytułowanym partnerom.

Nagroda imienia Pinokia:
Drewniane lalki ze sztuki "James II"
To dzięki nim sceny koszmarów i wspomnień były równie intensywne w odbiorze i możliwe do pokazania na scenie.

Nagroda imienia Elfów w Helmowym Jarze (lub w skrócie imienia Petera Jacksona) za największe "ale... o co chodzi?!" na scenie:
"Mojo" - za całokształt (Ani1 nie chciało się nawet napisać drugiej recenzji po styczniowym pokazie...)

Nagroda imienia kameleona Pascala:
Lydia Wilson w roli księżnej Catherine ("Król Karol III")- za bycie lepszą i bardziej podobną do Kate niż sama Kate. Oraz dla jej dublerki, którą na stage door pomyliłyśmy z aktorką, tak wspaniale były obie ucharakteryzowane.

Nagroda imienia Freda Astaire i Ginger Rogers za najlepszą scenę tańca:
"James III" za energetyczne céilidh przed rozpoczęciem przedstawienia i w trakcie antraktu.
Nic tak nie nastawia pozytywnie do spektaklu, jak oglądanie świetnej zabawy aktorów.
Druga nagroda wędruje do "Zakochanego Szekspira" za finałową scenę. Widownia śmiała się, płakała i klaskała, a aktorzy (w tym oczywiście Marlowe) tańczyli radośnie.

Nagroda imienia księżniczek Disneya za najbardziej bajkowy wygląd na scenie:
Gemma Arterton w "The Duchess of Malfi"
Piękne, mieniące się w świetle świec suknie i delikatne giezło - każda disneyowska księżniczka byłaby zachwycona taką garderobą.
Honorowy smok wędruje także do długich, falujących włosów Davida Tennanta w "Richardzie II" (Ania1 widziała Richarda ponownie w styczniu 2014, więc spektakl się do nagrody kwalifikuje jak najbardziej ;) )

Nagroda imienia Scroodge'a za najbardziej pazerną decyzję finansową:
Otrzymuje ją transfer "Great Britain" na West End, ze zmienioną obsadą.
Sztuka wystawiana w teatrze Haymarket straciła średnio po jednej gwiazdce w każdej recenzji, a wyprzedaże biletów pobijały rekordy obniżek.
Nagrodę powinno otrzymać także "Speed The Plow" z Lindsay Lohan, z podobnych powodów (zatrudnienie kontrowersyjnej celebrytko-aktorki nie czyni spektaklu automatycznie hitem), ale nie chciało nam się iść tego zobaczyć :)

Mamy także nagrodę specjalną, nazwaną "Spod Strzechy"
Otrzymuje ją British Council za współpracę z National Theatre i sprawienie, że rzesze widzów w Polsce, mogły poznać niezwykłe londyńskie przedstawienia.

I jeszcze trzy poważne nagrody, bo są spektakle i kreacje aktorskie, które zostają z widzem długo, długo po opadnięciu kurtyny.

Nagrodę dla najlepszego aktora otrzymuje Mark Strong za "A View From the Bridge".
O tej roli napisano już bardzo dużo, a po transferze na West End pewnie napisane zostanie jeszcze więcej. My ograniczymy się do  prostego, emocjonalnego uzasadnienia: jedyny spektakl, z którego Ania2 wyszła dosłownie trzęsąc się. 

Nagrodę dla najlepszej aktorki otrzymuje Helen McCrory czyli niezapomniana Medea. Ten rok obfitował we wspaniałe kreacje sceniczne i konkurencja wśród pań była bardzo duża, ale to występ Helen zrobił na nas największe wrażenie.

Nagrodę dla najlepszej sztuki i jednocześnie teatralnego wydarzenia roku otrzymuje cykl "The James Plays" Rony Munro. Miało być lekko i szkocko, było niepokojąco i niezapomnianie. 

A kogo Wy byście nagrodzili?

2 komentarze:

  1. Nagroda Tarantino idzie do "Tytusa Andronikusa", oczywista. Nie wiem, jak to o mnie świadczy, ale nigdy wcześniej tak dobrze się nie bawiłam, oglądając tak dosadną przemoc :)
    Poza tym Strong i McCrory oczywiście, ale... moja osobista nagroda za rozliczne talenty i w ogóle bycie sobą idzie do kolesia, którego w 2013 oglądałam w plenerowej "Dumie i uprzedzeniu" i który zrobił na mnie kolosalne wrażenie - nie tylko dlatego, że miał śliczny nosek, ale też dlatego, że skupiał na sobie całą uwagę, nawet wtedy, gdy po prostu przechadzał się w tle i nieprzyjaźnie łypał spode łba.
    Parę miesięcy później wskutek dziwnego zbiegu okoliczności (ludziom obsesyjnie zakochanym w teatrze zdarzają się ciekawe przygody) przekonałam się, że to w dodatku urocza i zupełnie odjechana istota.
    Mogłabym o tym dłużej, ale tu lepiej się zatrzymam, podsumowując tylko, że mam wielką nadzieję, iż dostanie jakąś prawdziwą nagrodę chociaż za tego Marlowe'a ;)

    OdpowiedzUsuń