środa, 8 kwietnia 2015

A View from the Brigde, Wyndham's - recenzja

"A View from the Bridge" oglądany w maju 2014 w teatrze Young Vic wstrząsnął mną. Teatr opuszczałam dygocząca, zachwycona, przekonana, że to najlepszy spektakl jaki widziałam i marząc o powtórce. Wtedy było to niestety niemożliwe, ale kilka miesięcy później dostałam prezent - ogłoszono transfer sztuki na West End, do tego w niezmienionej obsadzie. 
Tym razem przed spektaklem byłam ciekawa dwóch rzeczy:
- czy oglądany ponownie, po upływie kilku miesięcy zachwyci mnie tak samo?
- jak dość prosta i intymna adaptacja poradzi sobie na większej scenie, w zupełnie inaczej zorganizowanym teatrze?

źródło
Odpowiedź na pytanie pierwsze pytanie brzmi: to skomplikowane.  
Na pewno nadal jest to bardzo mocny, znakomity i poruszający spektakl. Jednak oglądałam go już znacznie spokojniej. Koncentrując się nie tyle na opowieści i rozwoju akcji (już wiedziałam, a nie tylko przeczuwałam, co się stanie) ale na sposobie gry, różnicach z pierwszym wystawieniem, detalach technicznych.

Odpowiedź na drugie pytanie to: znakomicie.
Teatry Young Vic i Wyndham's różną się wielkością i układem.  Young Vic jest mniejszy, scena umieszczona jest centralnie, otoczona miękkim ławkami. Widz ogląda, prawie uczestniczy w wydarzeniach, szczególnie, że aktorzy często przechadzają się między rzędami, atmosfera jest prawie kameralna. Wyndham's jest sporo większym, "klasycznym" teatrem. Duża scena znajduje się na podwyższeniu przed widownią do tego mamy dwa balkony. Jak tu chodzić pomiędzy publicznością? Twórcy poradzili sobie z tym wyzwaniem bardzo sprytnie. Na scenę przeniesiono całą dekorację z Young Vic, a na pozostałej, wolnej przestrzeni zamontowano dodatkowe miejsca do siedzenia. Podejrzewam, że aktorzy mogli czuć się jakby nadal grali w mniejszym teatrze. 
Starałam się wyłapać zmiany, ale albo ich nie ma albo są kosmetyczne. Muzyka nadal jest przejmująca, zachowano stuk bębenka podkreślający dramatyzm scen, który tak mi się podobał za pierwszym razem. Zmian chyba nie ma. Nie jestem pewna, czy scena końcowa, w oryginalnej produkcji nie była ciut krótsza i czy minimalnie inaczej nie zagrano konfrontacji z pocałunkiem. Tu już jednak muszę winić upływ czasu i zawodną pamięć. 

Spektakl w Wyndham's Theatre wystawiany będzie jeszcze tylko kilka dni, do 11 kwietnia. Na szczęście sztuka znalazła się wśród tytułów wyświetlanych w kinach, w ramach NTLive. I mam ogromną nadzieję, że w drugiej połowie roku zawita także na nasze ekrany.


2 komentarze:

  1. Będzie :) Przynajmniej o jednym kinie tu na południu już wiem.
    A co do spektaklu samego w sobie - miałam okazję widzieć to i w YV, i w Wyndham's. Za drugim razem trafiło mi się miejsce na scenie i nie zapomnę wrażenia do końca życia. Po pierwsze jest się bardzo, bardzo blisko aktorów - na tyle blisko, że można kropelki potu na czole Stronga policzyć i usłyszeć głuchy dźwięk pięści uderzających w ciało. Po drugie te siedzenia ustawione są na granicy sceny i kulis, i widzi się całą teatralną maszynerię, której zwykle widz nie ma szansy podejrzeć. Dla mnie to był absolutny rarytas - pierwszy raz też mnie poruszył, ale nie aż tak, bo o ile wtedy w Young Vic po prostu to oglądałam, o tyle w Wyndham's czułam się, jakbym w tym była.
    Nawiasem mówiąc, podczas drugiego spektaklu byłam świadkiem iście psychofańskiego zachowania - przy ukłonach jakaś panna usiłowała sforsować barierkę, żeby dotknąć Stronga. Zdążył się cofnąć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz ja miałam odwrotnie: pierwszy rząd i kropelki potu w YV, drugi balkon w Wyndham's, zapewne to też wpłynęło na odbiór spektakli.
      Tu na południu czyli w Katowicach czy w jakimś innym mieście? Od kilku godzin wiemy o seansie w Kosmosie.

      Usuń