niedziela, 20 marca 2016

Sleeping Beauty - recenzja

"Sleeping Beauty" powstało dla uczczenia 25 rocznicy istnienia kompanii tanecznej New Adventures. Matthew Bourne spędził lato 2012 roku poznając i analizując nie tylko balet Czajkowskiego i Petipy, ale prawie wszystkie istniejące wersje "Śpiącej Królewny": od baśni Perraulta po animację Disneya. Przedstawienie, które dzięki temu powstało, czerpie po trochu z każdej z nich, ale jednocześnie jest też zupełnie nową opowieścią: z zaskakującymi zwrotami akcji i ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi.   

wszystkie zdjęcia stąd
Akcja toczy się na przestrzeni stu lat. Zaczynamy w mrocznym, wiktoriańskim pałacu od narodzin Aurory, przez tak dobrze nam znaną scenę darów wróżek dla maleńkiej królewny. Później wraz z Aurorą świętujemy urodziny, jej wejście w dorosłość, podczas złotego lata ery edwardiańskiej, by po jej stuletnim śnie, dotrzeć do czasów współczesnych. Ostatnie sceny przedstawienia, dzieją się zaledwie "wczoraj".
Spektakl zachwyca wizualnie, nie tylko niesamowitą choreografią. Wieloletni współpracownik Bournea, Lez Brotherson stworzył wspaniałe stroje i dekoracje. Pasujące do każdego z okresów i oddające ich nastój. Mamy ciężkie kotary w sypialni dziewczynki, jasny ogród, w którym odbywało się przyjęcie, aż po mroczną bramę otoczoną cierniowymi pnączami, za którą śpi zaklęta królewna. A wszystko jest oczywiście pierwszorzędnie zatańczone - niektóre układy (zwłaszcza przepiękny walc w ogrodzie, czy taniec złych duchów) dosłownie zapierają dech.


"Sleeping Beauty" reklamowane jest jako romans gotycki i coś w atmosferze spektaklu na pewno pasuje do tego określenia - w końcu na scenie obok wróżek pląsają i wampiry. Bywa mrocznie, chwilami strasznie, ale też przedstawienie ma kilka naprawdę zabawnych momentów. Nas oczarowała zwłaszcza cała początkowa sekwencja, z kukiełkową maleńką królewną.
Oczywiście głównym tematem przedstawienia jest wielkie uczucie, potrafiące pokonać uprzedzenia, czas i klątwy. A ponieważ to Bourne, nie zaskoczyły nas także gorące spojrzenia, jakie rzucali sobie nad lampką wina hrabia Lilac (dobry wróżek) i Caradoc (syn złej czarownicy). Sprawiały one, że zastawiałyśmy się, czy historia Aurory i Leo, to jedyna opowieść miłosna, którą oglądamy...


"Sleeping Beauty" powróciło na sceny w ubiegłym roku. Od grudnia do stycznia było wystawiane w londyńskim Sadlers Wells. Nas spektakl jednogłośnie zachwycił, ale "Śpiąca Królewna" jest naszym zdaniem rozrywką dla całej rodziny. Małe baletnice siedzące obok, oglądały przedstawienie z równie wielkim zaangażowaniem i przejęciem.
Jeżeli mieszkacie w Londynie to macie jeszcze jedną szansę zobaczyć spektakl na żywo  -  od 22 do 26 marca w New Wimbledon Theatre. Bilety (16,50 - 59 funtów) są jeszcze dostępne. 

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz