wtorek, 28 stycznia 2014

West Endem można się zarazić - czyli z czytelniczką w Barbicanie

Wszystko zaczęło się w listopadzie gdy otrzymałyśmy entuzjastycznego maila od naszej czytelniczki Ani.
Była to pierwsza wiadomość od osoby spoza naszego kręgu znajomych, więc zareagowałyśmy równie entuzjastycznie... i tak to się potoczyło. W grudniu Barbican wypuścił dodatkową pulę biletów na "Richarda", Ania stwierdziła, że żyje się raz i kupiła bilet na to samo przedstawienie na które ja już miałam bilet od marca.

I tak oto 23 stycznia spotkały się dwie Anie pod Harold Pinter Theatre (ja miałam jeszcze Mojo tego dnia) i wraz z moją międzynarodową grupą znajomych udałyśmy się na "Richarda II" do Barbicanu.
I niech ktoś powie że West End nie zbliża ludzi?
Anie dwie i David :)

Sama sztuka mnie ponownie zaczarowała... i okazała się o wiele lepsza od przedstawienia w Stratford-upon-Avon, a sami mogliście przeczytać jak bardzo tamten spektakl mi się podobał. Jednak jest ogromna różnica pomiędzy drugim a niemal ostatnim spektaklem. Wszyscy aktorzy byli fantastycznie zgrani, sztuka okazała się zaskakująco zabawna i dynamiczna, a David był Ryszardem któremu kibicuje się z całego serca, mimo wszelkich jego wad. Miałam wrażenie że cała obsada przeszła samą siebie. Nawet dwórki królowej swoje krótkie kwestie mówiły swobodnie i bez sztuczności (moja jedyna uwaga do przedstawienia w SuA) Tylko Jane Lapotaire była tego dnia wyjątkowo przeziębiona, ale ponieważ Księżna Gloucester jest w ciężkiej żałobie a jej monolog to długi lament wdowy, ciągłe wycieranie nosa tylko dodawało postaci autentyczności. 

Na zakończenie wiadomość: RSC ogłosiło że wydanie zarejestrowanego przedstawienia na DVD przesuwa na wiosnę, ale wciąż czekamy na dokładne potwierdzenie terminu.


1 komentarz:

  1. West End zbliża ludzi i to w sposób wręcz magiczny:) To było wspaniałe przeżycie, cudowne dwa dni - dziękuję! Mam smaka na więcej - zdecydowanie!

    OdpowiedzUsuń