sobota, 22 listopada 2014

Each Slow Dusk - recenzja

Korzystając ze stworzonej przez teatr Royal Court i Pentabus* okazji właśnie widziałyśmy nową sztukę Rory'ego Mullarkey, każda w swoim mieście, przed swoim komputerem. O wydarzeniu pisałyśmy już od rana i tu, i na fb, mamy więc nadzieję, że Wy także obejrzeliście spektakl. Jednak nie byłybyśmy sobą gdybyśmy nie podzieliły się wrażeniami.
Zacznijmy od tego, że sztuka podobała nam się bardzo, a każda z nas inny akt uważa za lepszy - Ania1 drugi, Ania2 pierwszy.
Dla tych, którzy jednak przedstawienia nie widzieli, krótkie streszczenie. 

wszystkie zdjęcia aktorów pochodzą ze strony transmisji

Pierwszy akt dzieje się podczas wojny, jego bohaterowie to trzej młodzi bezimienni żołnierze. Znamy tylko ich stopnie: Szeregowiec, Kapral i Kapitan. Każdy z nich jest inny, różnią się wszystkim: od rangi przez wizję świata, przez historię rodzinną, powód znalezienia się na wojnie po akcent. Łączy ich wiek, wojna i rozkaz od dowództwa - przeprowadzenie nocnego zwiadu na terenie wroga.  

Kapitan, (w tej roli David Osmond)  brzmi jak daleki kuzyn lordostwa z Downton Abbey. Jest spokojny i wyraża się kulturalnie, stara się dbać o swoich ludzi. Niestety nie jest zbyt doświadczony, a dowódcą został dopiero dziesięć dni wcześniej, wskutek gwałtownej śmierci poprzedniego kapitana.  Jako dziecko chciał być malarzem, do teraz ogląda świat jakby miał go zaraz namalować. Jednocześnie jest realistą, pragnie powierzone mu zadanie zakończyć sukcesem, mimo iż wie, że jedynym celem całej akcji wcale nie jest szpiegowanie, czy branie jeńców, ale zabicie jak największej ilości wrogów.

Kapral i Kapitan

Kapral (Lee Rufford) mówi z silnym akcentem, nie przebiera w słowach i przekleństwach. Kocha bitwę, jako jedyny z bohaterów przyznaje, że na froncie jest mu lepiej, a do walki zgłosił się jako jeden z pierwszych ochotników. Może dzięki temu, w sytuacji zagrożenia, reaguje z nich wszystkich najszybciej.

Szeregowiec (Sam Heron) jest młody i niewinny. Pochodzi ze wsi, tęskni za farmą i rodziną, o której nieustannie myśli i się martwi. Na wojnę wyruszył mając dość docinków młodszego brata i jak wielokrotnie powtarza, starając chyba przekonać bardziej siebie niż widzów, nie jest tchórzem. Był świetny w trakcie przygotowań, podczas musztry, ćwiczenia marszu czy słania łóżek, ale nie może odnaleźć się w wojennej rzeczywistości, bo "na szkoleniach tego nie uczyli". Choćby podstawowej wiedzy, gdzie dźgać bagnetem...

Szeregowiec

Scenografia jest bardzo prosta, wręcz uboga: drabina, skrzynia, taboret, koc, kilka worków z piaskiem. Nasi bohaterowie stoją na malutkiej scenie i w trzeciej osobie opowiadają co się dzieje, co robią, co czują. Bardzo przypomina to jedną z ostatnich scen "The Wolf From The Door", gdzie wydarzenia też były opowiedziane. W sztuce nie jest pokazana przemoc, jest jednak bardzo  plastycznie opisana. Widzowie łatwo mogą sobie wyobrazić, że wraz z żołnierzami znajdują się w okopach, przez błoto i zasieki przedzierają się do wrogiego obozu, walczą.

Drugi akt jest całkowicie odmienny i dzieje się współcześnie. Ma jedną bohaterkę, także bezimienną, to po prostu Kobieta (Joanna Bacon). Któregoś dnia, pod wpływem programu telewizyjnego o bitwach I Wojny Światowej, postanowiła wyruszyć na wyprawę ich śladami. I znowu zamiast akcji mamy relację, opowieść z każdego przystanku, z jej wrażeń i przeżyć, a na ekranie za plecami bohaterki widzimy zdjęcia zwiedzanych miejsc. Kobieta próbuje zrozumieć, próbuje zamiast suchych liczb i statystyk, które słyszała w telewizji wyobrazić sobie ludzi w czasie wojny, samej poczuć znaczenie bitew i ogrom poniesionych ofiar. 

Kobieta

O ile pierwszy akt przybliża nam ofiary wojny, przypomina, jak młodzi byli, jak podobni do nas, tak drugi zadaje widzowi kilka niewygodnych pytań. Jak to możliwe, że nie wyciągamy nauki z przeszłości? Jak możemy tak szybko zapominać i wieść swoje spokojne, wygodne życie? Jak miejsca śmierci tylu tysięcy można zamienić prawie w park rozrywki z wojną jako motywem przewodnim?

Ta sztuka była ważna z jeszcze jednego powodu. U nas, na lekcjach historii,  mało uczy się o bitwach I Wojny Światowej. Nazwa Vimy Ridge jest znana bardziej z "Rilli ze Złotego Brzegu" niż z podręczników. Informacja o kraterze pod Sommą nas całkowicie zaskoczyła. Od razu po spektaklu zaczęłyśmy szukać i... na polskich stronach wiadomości o nim jak na lekarstwo, nawet Wikipedia milczy. Dowiedziałyśmy się czegoś nowego, ale najbardziej pamiętamy końcowe pytanie Kobiety "Gdzie jesteśmy?"









Memoriał pod Vimy Ridge i Lochnagar krater 
a także uwieczniona lista poległych











Rory Mullarkey ma swój niepowtarzalny styl pisania dramatów. Początkowo taka narracja może rozpraszać, ale jak tylko damy się porwać przedstawianej na scenie historii, sposób jej opowiadania przestaje przeszkadzać.

A jak Waszym zdaniem wypadła transmisja na żywo? My jesteśmy zachwycone, mimo początkowych problemów z dźwiękiem później było bardzo dobrze, livestream się nie zacinał i nie przerywał, ale też spektakl oglądało online tylko około 60 widzów. I zastanawia nas -  ilu z nich było z Polski? 

* Sztuka "Each Slow Dusk" powstała na zamówienie Pentabus Rural Theatre Company. To grupa teatralna działająca już od 40 lat. W tym czasie powstało ponad 150 nowych sztuk opowiadających zarówno o problemach bardziej lokalnych jaki ogólnonarodowych.
Specyfiką Pentabus są podróże. Nie tak dawno David Hare skarżył się, że w Wielkiej Brytanii zamiera tradycja jeżdżenia ze sztukami, Pentabus jeździ. Grupa stara się dotrzeć ze swoimi produkcjami do jak największej liczby widzów we wsiach i miasteczkach, łącząc widzów w całym kraju.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz