Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Royal Court Theatre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Royal Court Theatre. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Pigs and Dogs - recenzja

"Pigs and Dogs" Caryl Churchil to najkrótszy spektakl na jakim byłam. Trwający 15 minut dramat opowiada o homofobii w Afryce, a także o wpływie kolonializmu i chrześcijaństwa na jej rozwój.
Trójka aktorów (Sharon D. Clarke, Fisayo Akinade, Alex Hassell) przerzuca się cytatami m.in. z przemówień polityków, listów misjonarzy, przepisów prawnych, ale także określeniami na homoseksualizm w różnych afrykańskich językach, czy wypowiedziami zwykłych ludzi.

xródło
Całość była bardzo intensywna i bardzo surowa. Żadnej scenografii tylko pusta scena, po której przemieszczali się aktorzy. Zamiast wyszukanych kostiumów - codzienne ubrania, jakby wskoczyli do teatru prosto z ulicy. Brak oprawy muzycznej, a jedynie deklamowane rytmicznie słowa.
W jednej z recenzji (przedstawienie może nie zachwyciło krytyków, ale zebrało solidne trzy i cztero gwiazdkowe oceny) spotkałam się z określeniem, że "aktorzy prawie tańczą wokół siebie" i uważam je za bardzo trafne.

xródło
"Pigs and Dogs" wystawiane było bardzo krótko, ja oglądałam ostatni spektakl, ale gdyby kiedyś wróciło na scenę, to jest to bardzo interesujący i niedrogi sposób na spędzenie teatralnego kwadransa.

poniedziałek, 12 października 2015

2016 rok w Royal Court Theatre

W 2016 roku teatr Royal Court będzie obchodził sześćdziesięciolecie istnienia. Z tej okazji zaplanowano bardzo ekscytujący sezon, którego pierwsze szczegóły poznaliśmy dzisiaj.
Widzów czekają m.in.: jedna premiera europejska, sześć premier światowych, pięć przedstawień będących efektem krajowej i międzynarodowej współpracy, duże przedsięwzięcie przygotowywane wraz z LIFT czy partnerstwo z Picturehouse Cinemas.  

zdjęcia i opisy sztuk ze strony teatru

A oto tytuły, które dzisiaj ogłoszono:

"Escaped Alone" autor Caryl Churchill, reżyseria  James Macdonald, wystawiana od 21 stycznia do 12 marca w Jerwood Theatre Downstairs.
Trzy wieloletnie przyjaciółki i sąsiad. Lato pełne spędzanych w ogrodzie wieczorów. Herbata i katastrofa.

"Yen" autor Anna Jordan, reżyseria Ned Bennett, wystawiana od 22 stycznia do 13 lutego w Jerwood Theatre Upstairs, współpraca z Royal Exchange Theatre, wystąpią: Alex Austin, Sian Breckin, Jake Davies, Annes Elwy.
Hench ma 16 lat, Bobbie 13. Mieszkają w Feltham z psem o imieniu Taliban; czas upływa im na graniu w PlayStation i oglądaniu porno.
Czasami wpada ich mama Maggie, zwykle z pustymi kieszeniami i pustymi obietnicami.
I nagle pojawia się Jenny...

"I See You" autor Mongiwekhaya, reżyseria Noma Dumezweni, wystawiana od 25 lutego do 26 marca w Jerwood Theatre Upstairs, współpraca z Market Theatre z Johannesburga.
Oparta na faktach sztuka, której akcja toczy się w RPA, po zakończeniu apartheidu.
Ben i Skinn spotykają się podczas imprezy, która zostaje przerwana przez policję. Ben, młody student, nieznający historii zostaje oskarżony o przestępstwo, którego nie popełnił. Oficer Buthelezi, były wojownik o wolność, nie zamierza odpuścić. 

"X" autor Alistair McDowall, reżyseria Vicky Featherstone, wystawiana od 30 marca do 7 maja w Jerwood Theatre Downstairs.
Baza badawcza na Plutonie traci kontakt z Ziemią. Nie mogąc się ewakuować czy wezwać pomocy niewielka załoga czeka. Czeka. I czeka. A stres zaczyna ich zjadać. Tracą poczucie sensu, za to w ciemnościach na zewnątrz zaczynają dostrzegać różne rzeczy. 

"Cyprus Avenue" autor David Ireland, reżyseria Vicky Featherstone, wystawiana od 5 kwietnia do 7 maja w Jerwood Theatre Upstairs.
Eric Miller jest lojalistą z  Belfastu. Wierzy, że jego pięciotygodniowa wnuczka to Gerry Adams.
Rodzina nalega by przestał żyć przeszłością i starymi bitwami, które nikogo już nie obchodzą. Ale gdy jego kulturowe dziedzictwo jest zagrożone, Eric musi działać. 
Historia człowieka walczącego z przeszłością i przerażonego przyszłością. 

"Ophelias Zimmer"  autor  Alice Birch, reżyseria Katie Mitchell, wystawiana od 17 maja do 21 maja w Jerwood Theatre Downstairs, współpraca z Schaubühne Berlin
Historia Ofelii uwolnionej od Hamleta.




"Human Animals" autor Stef Smith, reżyseria Hamish Pirie, wystawiana od 18 maja do 18 czerwca w Jerwood Theatre Upstairs.
Myszy drapią między ścianami, gołębie są chore, a lisy zaczynają rządzić na ulicach.
Problem narasta. Jest zaraźliwy. Trzeba to powstrzymać nim będzie za późno.

"Cuttin' It" autor Charlene James, reżyseria Gbolahan Obisesan, wystawiana od 24 czerwca do 21 lipca w Jerwood Theatre Upstairs - spektakl we współpracy z Birmingham Repertory Theatre, Sheffield Theatres, The Yard Theatre wcześniej wystawiany będzie w Young Vic Theatre, pisałyśmy o nim tu.

"Unreachable" , autor i reżyser Anthony Neilson, wystawiana od 1 lipca do 6 sierpnia w Jerwood Theatre Downstairs.
Reżyser opętany obsesją złapania idealnego światła.

"Torn" autor Nathaniel Martello-White, wystawiana od 7 września do 15 października w Jerwood Theatre Upstairs.
Ukrywane latami tajemnice podzieliły rodzinę Brook. Różnie traktowane przez rodziców rodzeństwo zerwało kontakty. Do czasu, gdy najmłodsza Angel zwołuje spotkanie rodzinne. Nie odpuści nim nie pozna prawdy o tym jak i dlaczego rodzina ją zawiodła. 

"Father Comes Home From The Wars" (części 1, 2 i 3) autor Suzan-Lori Parks, reżyseria Jo Bonney, wystawiana od 15 września do 22 października w Jerwood Theatre Downstairs.
West Texas, 1862. Hero to niewolnik, któremu obiecano wolność jeśli dołączy do swego pana walczącego w szeregach Konfederacji przeciwko Unii. W kraju, w stanie wojny domowej, musi działać przeciwko ludziom dążącym do zniesienia niewolnictwa.
Rodzina, którą zostawił nie wie czy uciekać czy czekać na jego powrót. Boją się, że dla Hero wolność jest pustą obietnicą, której spełnienie może wiązać się z wielkimi kosztami.


Przedsprzedaż biletów na wszystkie przedstawienia rozpocznie się 13 października o 11.00 naszego czasu, sprzedaż publiczna dwa dni później. Przygotowano także ofertę dla widzów, którzy chcą obejrzeć kilka spektakli - MULTI-BUY OFFER - pozwala ona zaoszczędzić 20% na cenach biletów. Warunki: do 31 grudnia, w jednej transakcji należy kupić bilety na co najmniej 3 przedstawienia. Niestety zniżką objęte są tylko najdroższe bilety. 
Sprzedaż ruszy oczywiście na stronie teatru.

wtorek, 3 marca 2015

Royal Court - wiosna i lato.

Na Wyspach wielkimi krokami zbliżają się wybory powszechne. Teatry także wpadły w wir dyskusji i obietnic przedwyborczych, ale zajmują się nimi po swojemu. Pisałyśmy już o projekcie Donmar Warehouse w koprodukcji z Channel 4, "The Vote". 

Tym razem do dyskusji włączył się Royal Court Theatre - ich flagowa sztuka na letni sezon zajmuje się służbą zdrowia, nieustannie obecną w kampanii wyborczej. Pozostałe spektakle również skupiają się na problemach społecznych i społecznościach: od tych dużych jak przestępstwa i ich konsekwencje, po intymne jak relacje ojca z synem. Oto, co będziemy mogli zobaczyć wiosną i latem na Sloane Square:

1. "Who Cares" 
Sztuka o brytyjskim systemie zdrowotnym (NHS). Przez ostanie 18 miesięcy Michael Wynne rozmawiał z pielęgniarkami i lekarzami, paramedykami, politykami i historykami, jednym słowem ludźmi powiązanymi z różnymi aspektami NHS w całym kraju. Powstała z tego niezwykła sztuka, także w niezwykły sposób wystawiana. Teatr zaznacza, że jest to przedstawienie "stojące i promenadowe", wystawiane będzie nie tylko w małym Jerwood Theatre Upstairs (o którym pisałyśmy przy okazji jednej z recenzji), ale także w wielu ukrytych miejscach w teatrze. Budynek Royal Court jest duży i ma wiele tajemniczych zakamarków, a  publiczność będzie prowadzona przez poszczególne pomieszczenia przez aktorów. 
Sztuka chce pokazać NHS z innej perspektywy - przeszłość, teraźniejszość i to, co czeka system w przyszłości.

wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony teatru

W obsadzie zobaczymy: Philipa Arditti, Roberta Bathurst, Elizabeth Berrington, Paula Hickey, Martinę Laird, Nathaniela Martello-White, Eileen O’Brien.

Sztuka będzie wystawiana od 10 kwietnia do 16 maja. Publiczna sprzedaż biletów w  cenie £25 (tylko dwa na osobę) na spektakle do 10 maja, ruszy 5 marca. Na późniejsze przedstawienia, będzie można kupić bilety po 11 kwietnia.

2. "HANG"
"Została popełniona zbrodnia.

Ofiara musi dokonać wyboru.

Przestępca czeka..."



W rolach głównych zobaczymy dwie świetne aktorki: Marianne Jean-Baptiste (którą jeszcze tydzień temu można było oglądać w drugim sezonie "Broadchurch") - będzie to jej debiut na scenie Royal Court i Claire Rushbrook ("My Mad Fat Diary", "Doctor Who").
Sztuka o niewyobrażalnej decyzji, napisana i wyreżyserowana przez debbie tucker green będzie wystawiana w Jerwood Theatre Downstairs od 11 czerwca do 18 lipca, a bilety będzie można kupować za £35 - £12.

3. "Violence and Son"
Siedemnastoletni Liam, fan "Doctora Who" stracił właśnie matkę i musi opuścić Londyn. Przenosi się do Walii, do dolinki na końcu świata, by zamieszkać z ojcem, którego nie zna. Okazuje się że przydomek taty: "Violence", nie wziął się z niczego...

Nowa, intymna sztuka Gary'ego Owena, w reżyserii Hamisha Pirie będzie wystawiana od 3 czerwca do 11 lipca w Jerwood Theatre Upstairs. Bilety na nią będą kosztowały £20 (w poniedziałki £10,  dostępne online w dniu przedstawienia). 


I na koniec ciekawostka. Wiecie dlaczego w Londynie można zobaczyć tyle świetnych, nowych sztuk, często młodych, nieznanych jeszcze twórców? Między innymi dzięki takim pomysłom jak ten:

4. "Primetime"
Jest to seria króciutkich sztuk napisanych przez dzieci z podstawówek, w wieku od 8 do 11 lat. Każdy z mini spektakli będzie trwał około 10 minut, a ich tematyka będzie tak różna, jak różna i niesamowita jest wyobraźnia dzieciaków.
Całość będzie można oglądać w Jerwood Theatre Upstairs od 18 do 25 lipca. Bilety kosztują zaledwie £10 dla dorosłych i £5 dla dzieci poniżej 14 roku życia. 

Publiczna sprzedaż biletów na wszystkie przedstawienia rusza już 5 marca o 10 rano na stronie teatru.

sobota, 22 listopada 2014

Each Slow Dusk - recenzja

Korzystając ze stworzonej przez teatr Royal Court i Pentabus* okazji właśnie widziałyśmy nową sztukę Rory'ego Mullarkey, każda w swoim mieście, przed swoim komputerem. O wydarzeniu pisałyśmy już od rana i tu, i na fb, mamy więc nadzieję, że Wy także obejrzeliście spektakl. Jednak nie byłybyśmy sobą gdybyśmy nie podzieliły się wrażeniami.
Zacznijmy od tego, że sztuka podobała nam się bardzo, a każda z nas inny akt uważa za lepszy - Ania1 drugi, Ania2 pierwszy.
Dla tych, którzy jednak przedstawienia nie widzieli, krótkie streszczenie. 

wszystkie zdjęcia aktorów pochodzą ze strony transmisji

Pierwszy akt dzieje się podczas wojny, jego bohaterowie to trzej młodzi bezimienni żołnierze. Znamy tylko ich stopnie: Szeregowiec, Kapral i Kapitan. Każdy z nich jest inny, różnią się wszystkim: od rangi przez wizję świata, przez historię rodzinną, powód znalezienia się na wojnie po akcent. Łączy ich wiek, wojna i rozkaz od dowództwa - przeprowadzenie nocnego zwiadu na terenie wroga.  

Kapitan, (w tej roli David Osmond)  brzmi jak daleki kuzyn lordostwa z Downton Abbey. Jest spokojny i wyraża się kulturalnie, stara się dbać o swoich ludzi. Niestety nie jest zbyt doświadczony, a dowódcą został dopiero dziesięć dni wcześniej, wskutek gwałtownej śmierci poprzedniego kapitana.  Jako dziecko chciał być malarzem, do teraz ogląda świat jakby miał go zaraz namalować. Jednocześnie jest realistą, pragnie powierzone mu zadanie zakończyć sukcesem, mimo iż wie, że jedynym celem całej akcji wcale nie jest szpiegowanie, czy branie jeńców, ale zabicie jak największej ilości wrogów.

Kapral i Kapitan

Kapral (Lee Rufford) mówi z silnym akcentem, nie przebiera w słowach i przekleństwach. Kocha bitwę, jako jedyny z bohaterów przyznaje, że na froncie jest mu lepiej, a do walki zgłosił się jako jeden z pierwszych ochotników. Może dzięki temu, w sytuacji zagrożenia, reaguje z nich wszystkich najszybciej.

Szeregowiec (Sam Heron) jest młody i niewinny. Pochodzi ze wsi, tęskni za farmą i rodziną, o której nieustannie myśli i się martwi. Na wojnę wyruszył mając dość docinków młodszego brata i jak wielokrotnie powtarza, starając chyba przekonać bardziej siebie niż widzów, nie jest tchórzem. Był świetny w trakcie przygotowań, podczas musztry, ćwiczenia marszu czy słania łóżek, ale nie może odnaleźć się w wojennej rzeczywistości, bo "na szkoleniach tego nie uczyli". Choćby podstawowej wiedzy, gdzie dźgać bagnetem...

Szeregowiec

Scenografia jest bardzo prosta, wręcz uboga: drabina, skrzynia, taboret, koc, kilka worków z piaskiem. Nasi bohaterowie stoją na malutkiej scenie i w trzeciej osobie opowiadają co się dzieje, co robią, co czują. Bardzo przypomina to jedną z ostatnich scen "The Wolf From The Door", gdzie wydarzenia też były opowiedziane. W sztuce nie jest pokazana przemoc, jest jednak bardzo  plastycznie opisana. Widzowie łatwo mogą sobie wyobrazić, że wraz z żołnierzami znajdują się w okopach, przez błoto i zasieki przedzierają się do wrogiego obozu, walczą.

Drugi akt jest całkowicie odmienny i dzieje się współcześnie. Ma jedną bohaterkę, także bezimienną, to po prostu Kobieta (Joanna Bacon). Któregoś dnia, pod wpływem programu telewizyjnego o bitwach I Wojny Światowej, postanowiła wyruszyć na wyprawę ich śladami. I znowu zamiast akcji mamy relację, opowieść z każdego przystanku, z jej wrażeń i przeżyć, a na ekranie za plecami bohaterki widzimy zdjęcia zwiedzanych miejsc. Kobieta próbuje zrozumieć, próbuje zamiast suchych liczb i statystyk, które słyszała w telewizji wyobrazić sobie ludzi w czasie wojny, samej poczuć znaczenie bitew i ogrom poniesionych ofiar. 

Kobieta

O ile pierwszy akt przybliża nam ofiary wojny, przypomina, jak młodzi byli, jak podobni do nas, tak drugi zadaje widzowi kilka niewygodnych pytań. Jak to możliwe, że nie wyciągamy nauki z przeszłości? Jak możemy tak szybko zapominać i wieść swoje spokojne, wygodne życie? Jak miejsca śmierci tylu tysięcy można zamienić prawie w park rozrywki z wojną jako motywem przewodnim?

Ta sztuka była ważna z jeszcze jednego powodu. U nas, na lekcjach historii,  mało uczy się o bitwach I Wojny Światowej. Nazwa Vimy Ridge jest znana bardziej z "Rilli ze Złotego Brzegu" niż z podręczników. Informacja o kraterze pod Sommą nas całkowicie zaskoczyła. Od razu po spektaklu zaczęłyśmy szukać i... na polskich stronach wiadomości o nim jak na lekarstwo, nawet Wikipedia milczy. Dowiedziałyśmy się czegoś nowego, ale najbardziej pamiętamy końcowe pytanie Kobiety "Gdzie jesteśmy?"









Memoriał pod Vimy Ridge i Lochnagar krater 
a także uwieczniona lista poległych











Rory Mullarkey ma swój niepowtarzalny styl pisania dramatów. Początkowo taka narracja może rozpraszać, ale jak tylko damy się porwać przedstawianej na scenie historii, sposób jej opowiadania przestaje przeszkadzać.

A jak Waszym zdaniem wypadła transmisja na żywo? My jesteśmy zachwycone, mimo początkowych problemów z dźwiękiem później było bardzo dobrze, livestream się nie zacinał i nie przerywał, ale też spektakl oglądało online tylko około 60 widzów. I zastanawia nas -  ilu z nich było z Polski? 

* Sztuka "Each Slow Dusk" powstała na zamówienie Pentabus Rural Theatre Company. To grupa teatralna działająca już od 40 lat. W tym czasie powstało ponad 150 nowych sztuk opowiadających zarówno o problemach bardziej lokalnych jaki ogólnonarodowych.
Specyfiką Pentabus są podróże. Nie tak dawno David Hare skarżył się, że w Wielkiej Brytanii zamiera tradycja jeżdżenia ze sztukami, Pentabus jeździ. Grupa stara się dotrzeć ze swoimi produkcjami do jak największej liczby widzów we wsiach i miasteczkach, łącząc widzów w całym kraju.  

piątek, 21 listopada 2014

Each Slow Dusk czyli teatr w domu NA ŻYWO

Mamy wrażenie, że wszystko sprzysięgło się przeciwko nam. Chciałyśmy poświęcić cały tydzień Szkocji i niczemu innemu, tymczasem najpierw Evening Standard ogłasza nominacje do nagród, a teraz Royal Court dołączył do spisku i organizuje wydarzenie, o którym musimy napisać.

"Each Slow Dusk" to sztuka Rory'ego Mullarkey (autora kontrowersyjnego "The Wolf From The Door"), powstała z okazji setnej rocznicy wybuchu I Wojny Światowej, a jej bohaterami są ludzie z małych brytyjskich wsi i miasteczek. Reklamowana jest następująco:

"Szeregowiec tęskni za swoją farmą, Kapitan marzy o malowaniu, Kapral rozkoszuje się walką. A sto lat później, Kobieta stara się ich zrozumieć. 
Spektakl pokazuje konflikt w porywający i zaskakujący szczegółami sposób, a także pozwala widzom odmiennie spojrzeć na wojnę. Z perspektywy żołnierza wtedy i z kobiecej perspektywy dziś."


Od października sztuka krąży po Anglii i jest wystawiana w rozsianych po całym kraju wiejskich teatrach i domach kultury. Dzisiaj (21 listopada) przedstawienie odbędzie się w Palace Community Centre w Ibstock w Leicestershire.

Transmisję na żywo z wystawienia "Each Slow Dusk" będzie można obejrzeć o godzinie 20:30 (naszego czasu) na stronie The Royal Court Theatre, w zakładce Big Idea Live, 

Po raz pierwszy w historii, teatr Royal Court pokazuje widzom na całym świecie przedstawienie, które odbyło się nie w jednym ze znanych teatrów, ale w zwykłej, trochę większej wiosce. Zobaczenie nowej, ciekawej, brytyjskiej sztuki nigdy nie było prostsze.


wtorek, 14 października 2014

Dzieje się

Wakacje dawno za nami, ale strasznie spodobała nam się "koktajlowa" forma postów, mamy nadzieję że Wam także bo zostanie z nami na dłużej.  

Teatr Trafalgar Studios stawia na Dickensa i przygotowuje na okres świąteczny dwie produkcje na motywach jego utworów.
W pierwszym, zatytułowanym "Miss Havisham's Expectations" wystąpi Linda Marlowe. Wcieli się w tytułową panią Havisham i w opowieści o "namiętności, zemście i magii" przedstawi historię ze swojej strony.














James Swanton na nowo zaadaptował i wystąpi w sztuce "Sikes and Nancy", opartej na postaciach z powieści "Oliver Twist". Tekst ten był prezentowany podczas odczytów przez samego Dickensa, a "publiczność pogrążała się w szoku i mileczeniu, ale zdarzało się także, że kobiety krzyczały i mdlały".   Główną postacią jest przerażający morderca Bill Sikes, poza nim Swanton wciela się także w Fagina, Nancy czy Brownlowa. 
Oba przedstawienia wystawiane będą od 9 grudnia do 3 stycznia, oba trwają godzinę. Bilety w cenie od 15 do 30 funtów kupować można np. na stronie ATG. 

Nieco wcześniej bo od 12 listopada do 20 grudnia w Royal Court Theatre wystąpi Amanda Abbington. Zagra Sail w sztuce God Bless the Child, o której pisałyśmy tu.



Przygotowana przez RSC, wystawiana do tej pory w Stratford upon Avon adaptacja obu części "Henryka IV" przenosi się do Londynu, a dokładnie do Barbicanu. Z tej okazji  25 listopada odbędzie się specjalne wydarzenie: "The Royal Shakespeare Company presents 'The Seven Ages of Man at The View From The Shard' in association with Time Out". 
Aby wygrać możliwość zakupu dwóch biletów (po 45 funtów każdy) należy wypełnić formularz na stronie  Time Out . Szczęśliwcy będą mogli posłuchać szekspirowskich monologów z panoramą Londynu rozciągającą się u stóp. Niestety ofera dotyczy tylko mieszkańców Wysp.


piątek, 10 października 2014

The Wolf From The Door - recenzja

Jerwood Theatre Upstairs to druga część teatru Royal Court. Mieści się na poddaszu i jest naprawdę maleńki - niewielka scena i kilka rzędów ławek, w których zasiadają widzowie. W zależności od aranżacji mieści maksymalnie 85 osób, na  naszym spektaklu było ich około 70. Donmar Warehouse to przy tym moloch. Miejsca nie są numerowane, siada się na zasadzie "kto pierwszy ten lepszy". 

Scenografia przedstawienia była bardzo prosta. Po bokach dwa białe namioty służące za za garderoby i przechowalnie rekwizytów, na tylnej ścianie ekran, na którym wyświetlane są zdjęcia, pokazujące gdzie w danej dzieje się akcja. Na samej scenie znajdują się jedynie cztery krzesła i dwa stoły, które przestawiane przez aktorów, zmieniają przestrzeń wydarzeń, od stacji kolejowej przez taksówkę, salony, aż po miasto zniszczone rewolucją. 

wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony spektaklu

Lady Catherine (Anna Chancellor) i Leo (Calvin Demba) spotykają się na dworcu. On ją oskarża że go śledziła, ona jest speszona i tajemnicza. Niebawem dowiadujemy się że Lady Catherine pomaga zorganizować rewolucję, która ma swoim zasięgiem objąć cały kraj i wywrócić dotychczasowy porządek społeczny. Leo, chłopak znikąd, bez nazwiska, bez przeszłości, bez korzeni, zostaje jej podopiecznym, uczniem i pomocnikiem. W sztuce, oprócz Anny i Calvina gra jeszcze dwójka aktorów: Sophie Russell i Pearce Quigley. Oni wcielają się we wszystkie pozostałe postacie - od przyjaciół z wyższych sfer, poprzez kasjerkę i menadżera w Tesco, policjantkę i taksówkarza, biskupa i jego gospodynię, fanów historycznych bitew po przybocznych nowego władcy. A i tak mam wrażenie, że o kilku bohaterach zapomniałyśmy. 


Lady Catherine w wykonaniu Anny, to kobieta pełna klasy, walcząca o swoje przekonania i wykorzystująca do tego celu wszelkie możliwe środki. Leo jest niemal postacią z papieru, manekinem. Tak jakby dopiero przebywanie w towarzystwie Catherine kreowało go jako osobę. Na początku zaznacza, że nie śpi i nie je. Nie poci się i nie brudzi. Później jednak widzimy jak z początku niechętnie, później z coraz większym apetytem pochłania kolejne potrawy*. Leo został upatrzony na lidera nowego porządku. On jest nieskażony żadnymi przekonaniami, wpływami czy powiązaniami. Jest znikąd i państwo które stworzy ma zawierać tylko te rzeczy, które sam lubi.



Cała pieczołowicie przygotowywana rewolucja ma skutkować wyniesieniem dotychczasowej klasy pracującej, zwykłych szarych ludzi i zniszczeniem uprzywilejowanych: dziennikarzy, klasy rządzącej i wyższych sfer. Zaskakująco jednak dużo członków tej ostatniej grupy pomaga w przygotowaniach. Jednym z nich jest wspomniany już biskup. Planuje on utopić się w morzu, zdając sobie sprawę, że musi być jedną z pierwszych ofiar. Wie jednak także, że zabójstwo jest grzechem i nie chce obciążać sumienia oprawcy swoją śmiercią. 

Charakterystyczną rzeczą dla tej sztuki jest zupełny brak krwi. Nie zostało pokazane żadne z morderstw. Widzimy Leo zamachującego się mieczem, następuje wyciemnienie, głos z offu mówi "Leo jednym ruchem ściął głowę menadżera Tesco", zapala się światło, menadżer leży, kasjerka krzyczy. Wiele osób krytykowało takie rozwiązanie, nam ono bardzo się spodobało. Podkreśla umowność wydarzeń, jest też kolejnym okiem puszczonym do widza. Bardzo ciekawa jest scena, kiedy cała czwórka aktorów stoi na środku i chórem opowiada historię ludzi, którzy obudzili się i dopiero po wyjściu z domu zorientowali się, że trwają zamieszki. Ich zachowanie, strach o dzieci, powrót do domu, chwila zastanowienia czy nie odwiedzić szefa dzierżąc w dłoni szpikulec jest bardzo zwyczajne, bardzo ludzkie. I ponownie dziennikarze skrytykowali tę scenę, dla nas ona idealnie wpasowywała się w nie do końca rzeczywisty i poważny klimat przedstawienia. 


Autorem "The Wolf From The Door" jest Rory Mullarky, młody brytyjski dramatopisarz. Za tę właśnie sztukę wygrał George Devine Award, a także odebrał tzw. Pinter Commission, doroczną nagrodę wręczaną przez lady Antonię Fraser, wdowę po Haroldzie Pinterze, ufundowaną by wspierać młodych twórców.

Sztuka zebrała bardzo średnie recenzje: trzy i dwugwiazdkowe. Krytykom nie podobała się historia, jednogłośnie za to chwalili aktorstwo. My zastanawiałyśmy się, czy fakt, że obie tak doskonale się na spektaklu bawiłyśmy, nie jest związany z trzema rzeczami. Po pierwsze ta sztuka nieustannie wbija szpile w "angielskość". Widzowie z zewnątrz nie obrywają aż tak, jak rodowici Brytyjczycy. Po drugie, obie pracujemy w budżetówce i wiedziałyśmy, że w nadchodzącej rewolucji to my byłybyśmy wygrane :)

Trzecią rzeczą, która również mogła wpłynąć na nasz bardzo pozytywny odbiór spektaklu były głośne wybuchy śmiechu dochodzące z rzędu za nami. Toby Stephens, który wybrał się do teatru w zwykłe czwartkowe popołudnie, bawił się równie dobrze jak my.
Po spektaklu, w trójkę czekaliśmy na stage door na Annę Chancellor. Wykorzystałyśmy ten czas do krótkiej rozmowy. Toby przyznał, że sztuka mu się podobała, była zabawna, a jednocześnie prowokująca kłopotliwe pytania i niepokojąca. Ale bawił się na niej bardzo dobrze i aż sam był tym zaskoczony. A później wybiegła Anna, a my, nie chcąc przeszkadzać niedawnym partnerom scenicznym, grzecznie czekałyśmy na swoją kolej. 

taki widoczek ze stage door :)

Gdy wreszcie Anna była wolna i podeszła do nas, miałyśmy kolejna okazję porozmawiać o przedstawieniu. Przyznała, że zdaje sobie sprawę, że to nie jest hit, że ta sztuka nie jest dla każdego i może wydawać się kontrowersyjna, ale bardzo ją cieszy, że nam się tak podobało. A jej radosne "Ha! We are three Annas" to była przysłowiowa wisienka na torcie. Rozstałyśmy się ze śmiechem, Anna poszła odpocząć przed wieczornym spektaklem, my miałyśmy do załatwienia bardzo pilną sprawę*.

"The Wolf From The Door" będzie wystawiany do 1 listopada. Można na nią jednak kupić tylko poniedziałkowe, dzienne bilety za £10.

* ...Oni w tej sztuce jedli i jedli, coraz bardziej smakowite potrawy. W efekcie po spektaklu musiałyśmy szybko nabyć dużą pizzę, gdyż z głodu ledwo mogłyśmy myśleć :)

wtorek, 12 sierpnia 2014

The Nether - recenzja

Czyli sztuka, na którą poszłam z powodu obsady. Najpierw kupiłam bilet, a dopiero później zaczęłam sprawdzać o czym to w ogóle jest. Ponieważ spektakl przeznaczony jest wyłącznie dla widzów dorosłych (pedofilia i przestępczość wirtualna), szłam do teatru przekonana, że czeka mnie ciężki wieczór. I tu zaskoczenie. "The Nether" owszem, porusza trudny temat i budzi w widzu pewną nerwowość, ale jednocześnie jest to sztuka napisana z dużym wyczuciem, momentami zabawna i naprawdę dobrze się ją ogląda.

Akcja toczy się w dwóch wymiarach. Pierwszy to świat realny. W nieokreślonej przyszłości detektyw Morris prowadzi śledztwo. Widz obserwuje ją podczas przesłuchań i to z nich poznaje historię pana Doyla i Woodnuta oraz ich poglądy. Drugi wymiar to rzeczywistość wirtualna, do której przenosimy się, kiedy świadek i oskarżony snują swoje opowieści. Cześć wydarzeń dzieje się na scenie, jednak te najdrastyczniejsze poznajemy z czytanych na głos zapisów w protokole. Prosty zabieg, a jednak znacznie wpływał na mój komfort oglądania. O ile nie przeszkadzała mi mordująca dziewczynka w "Let the Right One In" o tyle mordowania dziewczynki, nawet wirtualnej, wolę jednak nie oglądać.
  
wszystkie zdjecia ze strony teatru
Zresztą dokładnie o tym opowiada sztuka.
Na ile nasze działania w świecie wirtualnym są prawdziwe i na ile powinniśmy ponosić ich konsekwencje.
Czy przestępstwo popełnione przez nasze wirtualne alter ego, w wirtualnej rzeczywistości, nadal jest przestępstwem?
Czy w świecie realnym powinniśmy zostać za nie ukarani?
Nawet jeżeli ofiara jest wirtualną tożsamością innej osoby, świadomie i dobrowolnie biorącej udział w "zabawie"?


Co mi się podobało to brak jasnego zakończenia. Owszem, historia zostaje zamknięta, ale opuszczający teatr widz musi sobie sam odpowiedzieć na pytania, które stawiała sztuka.

Spektakl, jak już wspomniałam, dzieje się w dwóch planach i sama scena podzielona jest na dwie części. Pierwsza to pokój przesłuchań. Szara wykładzina, dwa szare krzesła, stół z elektronicznym blatem (wyobraźcie sobie duży tablet z czterema nogami) i ściana-ekran nieustanie w ruchu, nieustannie wyświetlająca obrazy. Druga część to dom Papy w świecie wirtualnym, zawieszony nad pokojem przesłuchań. Ciekawe są efekty użyte podczas zmiany planów: na ścianie wyświetla się komputerowa animacja, po czym część ściany unosi się i jesteśmy w świecie wirtualnym. Zaglądamy do salonu, ogrodu czy sypialni Iris w spokojniej, eleganckiej rezydencji.
Poszłam na sztukę z powodu Amandy Hale ("Ripper Street", "White Queen"), która gra tutaj detektyw Morris. I jest to zupełnie inna rola aktorki niż w recenzowanym wcześniej "Eldorado". Poza nią wystąpili: David Beames, Zoe Brough, Ivanno Jeremiah i Stanley Towsend. Cala obsada bardzo mi się podobała, a szczególnie młodziutka Zoe.
Muzyka jest użyta w przedstawieniu jako tło i jako takie nie robi zbyt dużego wrażenia, zaledwie kilka dni od spektaklu i już nic o niej nie pamiętam. Kostiumy proste, prawie nie różniące się od współczesnych ubrań, w scenach przesłuchań oraz z epoki w scenach wirtualnych.


W recenzjach - a te sztuka zebrała dobre i bardzo dobre - często pojawia się określenie "niepokojąca" i tu się zgadzam z krytykami. Siedząc na widowni, przez 80 minut cały czas byłam w lekkim napięciu. Przewidując z rozwoju akcji i dialogów co może się wydarzyć, obawiałam się "chyba tego nie pokażą?". Nie pokazali, twórcy na szczęście znaleźli inne sposoby.


Strasznie żałuję, że nie mogę Wam napisać "idźcie do Royal Court", w sobotę wystawiono spektakl po raz ostatni. Ale gdyby pojawił się w ofercie Digital Theatre albo, któregoś z archiwów, moim zdaniem naprawdę warto "The Nether" obejrzeć.

 

niedziela, 29 czerwca 2014

Jesień i zima w Royal Court Theatre

W piątek ogłoszono jakie sztuki będzie można obejrzeć w RCT w sezonie jesienno-zimowym.

Na początek "The Wolf From The Door" - wystawiana od 10 września do 01 listopada sztuka, której autorem jest Rory Mullarkey, reżyserem James Macdonald a w roli głównej wystąpi Anna Chancellor.
Bohaterami sztuki są lady Catherine i Leo, jej młody protegowany, których celem jest zmienić kraj, na zawsze. Spektakl promowany jest cytatem:
'We don't actually drink coffee at my coffee morning.'
'What do you do, then?'
'We discuss the violent overthrow of the government. Also, there's flower arranging.'

Naszym zdaniem, brzmi ciekawie.
Bilety w cenie 20 funtów. W poniedziałki tylko bilety dzienne po 10 funtów, których sprzedaż będzie się rozpoczynać o 9 rano, w każdy poniedziałek.

wszystkie zdjęcia ze strony teatru
Sztuka Tima Pricea w reżyserii Hamisha Pirie "Teh Internet is Serious Business" będzie wystawiana od 17 września do 25 października.
Wg opisu: 16- latek z Londynu i 18- latek z Szetlandów poznają się on-line, wdają w konflikt z FBI i zmieniają świat na zawsze"
Bilety po 32, 22, 16, i 12 funtów - poniedziałki 10.


"2071" to szuka współprodukowana z Deutsches Schauspielhaus Hamburg. Jej autorami są Duncan Macmillan i Chris Rapley a reżyserką Katie Mitchell.
Spektakl porusza temat zmiany klimatu, odpowiedzialności, tego, co jesteśmy winni przyszłym pokoleniom i jak możemy je chronić.
Wystawiany będzie od 5 listopada do 15 listopada. Bilety po 32, 22, 16, i 12 funtów - poniedziałki 10.


Dyrektor artystyczna teatru Vicky Featherstone wyreżyseruje sztukę "God Bless The Child" Molly Davis opowiadającą o buncie ośmiolatków. Spektakle od 12 listopada do 20 grudnia. Bilety w cenie 20 funtów, w poniedziałki 10.


Jeżeli chcecie dowiedzieć się jak zaoszczędzić 22 miliony funtów, sztuką dla Was jest "Hope" Jacka Thornea. Spektakle w reżyserii Johna Tiffanyego będzie można oglądać od 26 listopada do 10 stycznia 2015.Bilety po 32, 22, 16, i 12 funtów - poniedziałki 10.
Bohaterami sztuki są Mark i Hilary, liderzy Rady a tematem lokalna polityka. 


W latach 1989 - 2003 woja domowa  w Liberii pochłonęła ponad 200.000 ofiar. "Liberian Girl", której autorką jest Diana Nneka Atuona, opowiada o nastolatce, która usiłuje przetrwać. Reżyseruje Matthew Dunster a spektakle od 07 do 31 stycznia. Bilety po 20 funtów, tradycyjnie poniedziałki 10.


Drugą produkcją w reżyserii Vicky Featherstone będzie "How To Hold Your Breath" Zinnie Harris. Wystawiana od 4 lutego do 21 marca sztuka zaczyna się od pozornie niewinnej przygody na jedną noc. Ale to tylko pretekst do zagłębienia się w niedawną historię Europy i w rozważania nad tym ile kosztuje posiadania zasad i nad obecnym stylem życia.  Bilety po 32, 22, 16, i 12 funtów - poniedziałki 10.


Ostatnia z zapowiedzianych produkcji to "Roald Dahl's The Twits" sceniczna adaptacja książki Roalda Dahla, której autorką jest Enda Walsh, reżyseria John Tiffany. Sztuka przygotowana jest z myślą o młodszych widzach a wystawiana będzie od 07 kwietnia do 31 maja. Cytując stronę teatru:
Pan i Pani Twit nie sa zbyt mili. Właściwie są okropni. Są okropni dla siebie nawzajem i wstrętni dla wszystkich w około. W klatce trzymają małpią rodzinę, którą zmuszają do stania na glowie, cały czas. Mówiliśmy wam, że nie są zbyt mili. Czy małpkom uda się znaleźć sposób by odpłacić się  niegodziwym Twitom?"
Bilety po Bilety po 32, 22, 16, i 12 funtów, poniedziałki 10 a widzowie poniżej 16 roku życia mają 50% zniżkę.

Publiczna sprzedaż biletów na wszystkie spektakle ruszy o 10.00 1 lipca na stronie teatru. 
Jeżeli nie przekonały Was same opisy, popatrzcie jak RCT reklamuje nowy sezon.

piątek, 16 maja 2014

Birdland - recenzja

O "Birdland" pisałyśmy tu.
Paul piosenkarz, gwiazda rocka od dłuższego czasu jest w trasie. Ta właśnie dobiega końca i powoli trzeba zacząć myśleć o powrocie do szarej rzeczywistości. A na to nasz bohater nie ma za bardzo ochoty.

Wszystkie zdjęcia ze strony teatru

Paul nie jest miły, wręcz przeciwnie. Przyzwyczajony do uwielbienia tłumów zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Jest samolubny i traktuje innych jak zabawki. Robi, co chce, nie zważając na konsekwencje, a kiedy musi się z nimi zmierzyć, jest zdziwiony reakcjami otoczenia i brakiem zrozumienia.
Nie jestem psychiatrą, ten zapewne miałby do powiedzenia na temat Paula kilka(naście) rzeczy.
"Birdland" nie jest wybitną sztuką, ale jest sztuką dobrą. Chwilami porusza, chwilami bawi, lecz nie zostaje na dłużej w pamięci. Za to na pewno na dłużej zostanie ze mną Andrew Scott.
Nie jestem jego fanką. Owszem doceniam jak dobrze zagrał postać Moriartiego w "Sherlocku" BBC, ale nic więcej. I naprawdę nie spodziewałam się, że taka z niego "bestia" sceniczna. 
Zmiany intonacji i tembru głosu, miny, minki i uśmieszki czy sposób poruszania się to wszystko sprawia, że Andrew jako Paul jest wspaniały.  Na mnie największe wrażenie zrobił jego kontakt i panowanie nad publicznością. Nie wiem czy to ogromna charyzma tego zaskakująco drobnego aktora (mimo, że internet twierdzi co innego, na stage door zdawało się, że jest niższy ode mnie!). Czy pomógł mu fakt, że teatr Royal Court nie jest specjalnie duży.
Mam takie skrzywienie, że zwracam uwagę na publiczność. Stosunek fanów teatru do fanów aktora wśród widzów. Tutaj publiczność była pomieszana. Było dwadzieścia, może trzydzieści fanek, ale reszta sprawiała wrażenie, że przyszła na sztukę  nie na Andrew.
Nie chcę brzmieć jak snobka, sama fangirluję mnóstwo osób i 80% sztuk wybieram "dla obsady", ale uważam (może mylne), że fandom bywa mniej obiektywny i jednak więcej wybacza. A jeśli "zwykli" widzowie wychodzą ze spektaklu równie zachwyceni jak fani to jest dobrze. Gorzej, jeśli w wychodzącym tłumie podekscytowanie fandomu miesza się z krytyką widzów "normalnych". Z podsłuchanych rozmów wynikało, że "Birdland" podobało się wszystkim. 


Obsada jest nieliczna. Poza Scottem zaledwie pięć osób:
  • Daniel Cerqueira - David/Louis/Marc/Martin/Alistair
  • Nikki Amuka-Bird - Jenny / DC Evans
  • Yolanda Kettle - Marnie/Lucy/Sophie/Nicola
  • Charlotte Randle - Annalisa/Madeline/Luc/Claudie/DC Richer
  • Alex Price - Johnny
Z których nikt specjalnie nie zapadł mi w pamięć. Polubiłam Alexa Pricea, był uroczy jako Johnny, ale może to sympatia dla postaci. Przyjaciel/ dźwiękowiec Paula nie miał łatwego życia.  A także Jenny, kelnerkę, która nie pozwoliła Paulowi wejść sobie na głowę.


W zależności od potrzeb scena była sceną, pokojem hotelowym, salonem w Paryżu czy klubem. Scenografia jest prosta, rekwizytów niewiele. Dużą rolę odgrywały światło i muzyka. A także ruchoma konstrukcja, na którą  wspinali się aktorzy. Reżyserka spektaklu, Carrie Cracknell zastosowała zabieg trochę podobny do "Coriolana" na scenie wystawiono krzesła, na których siadali aktorzy nie uczestniczący w danej scenie.


Nie do końca rozumiem co miała oznaczać woda, która pod koniec sztuki zalała scenę, ale był to ciekawy zabieg.
Kostiumy bardzo zwyczajne, współczesne, w przypadku Andrew chwilami marzenie każdej fangirl.


W przeciwieństwie do swoich postaci Andrew Scott jest przeuroczy i bardzo sympatyczny.
Moja wyprawa na "Birdland" była trochę przypadkowa - wcześniejsze zdjęcie z afisza "Full Monty" sprawiło, że miałam wolny wieczór. A trochę misją specjalną - więcej o tym 21 maja ;)
W każdym razie, po sztuce, ściskając w jednej ręce program, a w drugiej pisaczek znalazłam się przed teatrem czekając na Andrew. Tłumek współczekających był stosunkowo niewielki i bardzo spokojny. Przeważały nastoletnie dziewczyny, w kilku przypadkach wczesno-nastoletnie i troszkę śmieszyła mnie lekka panika i zagubienie w spojrzeniach towarzyszących im rodziców. Wieczór był dość chłodny więc wszyscy kuliliśmy się z zimna i wydawało się, że czekamy bardzo długo. W rzeczywistości około piętnastu minut - jestem pełna podziwu, biorąc pod uwagę, że Scott schodził ze sceny zupełnie mokry.

W Royal Court Theatre stage door jest tuż obok wejścia do teatru, wciśnięty między ścianę teatru a ścianę metra. Nie ma barierek i aktor "wchodzi w tłum". Andrew miał ze sobą jednego ochroniarza, który stał tuż obok i "nie przeszkadzał". Panowanie nad tłumem, o którym wspominałam wcześniej przeniosło się też na stage door. Owszem wszyscy chcieli być jak najbliżej i jak najszybciej dostać upragniony podpis czy zrobić sobie zdjęcie, ale wszystko przebiegało spokojnie i sprawnie. Andrew nie poganiał, podpisywał, rozmawiał z fanami robił sobie zdjęcia, żartował i uroczo się uśmiechał. Było zimno więc nie czekałam do końca. Ale słyszałam, że Scott zawsze podpisuje do ostatniej osoby. Powiedziałam co chciałam, dostałam swój podpis i uśmiech, i uciekłam do metra.
Sztuka wystawiana jest do 31 maja. Bilety, w ograniczonej ilości, są nadal dostępne.

sobota, 1 marca 2014

Andrew Scott powraca na West End

Aktora będzie można zobaczyć w spektaklu "Birdland" na deskach Royal Court Theatre już od 3 kwietnia.

Sztuka opowiada o ostatnim tygodniu tournee gwiazdy rocka. Paul (Andrew Scott) jest u szczytu sławy, wszyscy go znają, może mieć wszystko czego zapragnie - alkohol, narkotyki i kobiety. Ale trasa koncertowa dobiega końca i zbliża się nieuchronny powrót do rzeczywistości...
Bilety w bardzo przystępnych cenach (od 12 do 32 funtów) można kupować tu. Sztuka będzie wystawiana do 31 maja 2014 roku i jest przeznaczona dla widzów powyżej 14 roku życia.