piątek, 24 lipca 2015

The Audience - recenzja po seansie

Co tydzień królowa Elżbieta II spotyka się z premierem, by porozmawiać o bieżących sprawach. Spotkania są tajne, poruszane są sprawy wagi państwowej, ale także codzienne drobnostki. Zmieniają się szefowie rządu, zmienia się styl sprawowania władzy, a królowa trwa. Tak w skrócie można podsumować sztukę Petera Morgana, która obecnie święci wielkie triumfy za oceanem. 

wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony NT Live
Sama treść spektaklu wydaje się prosta - różne spotkania, różne typy osobowości, jedna władczyni. Ale przez zerwanie z chronologią wydarzeń, całość z każdą minutą coraz bardziej przypomina układankę, gdzie na końcu wyłania się pełen obraz. Zaczynamy od spotkania z załamanym Johnem Majorem (Paul Ritter), któremu rozpada się rząd, potem przeskakujemy do Churchilla (Edward Fox), potem do Harolda Wilsona (Richard McCabe) i tak dalej, aż po Davida Camerona (Rufus Wright). Wraz ze zmianą towarzyszy, zmienia się też Elżbieta. Pani w średnim wieku, młoda kobieta tuż przed koronacją, zasypiająca w trakcie spotkania starsza dama. Helen Mirren daje pełen pokaz kunsztu aktorskiego. Sprytne i zaskakujące zmiany kostiumów i peruk nic by nie dały, gdyby za tym nie szły dalsze metamorfozy: wraz z podróżami w czasie zmienia się głos królowej, jej sposób poruszania się, gesty, nawet mimika, a jednocześnie jest to wciąż ta sama kobieta. Bardzo ładnie w te wszystkie przemiany wpasowuje się młodziutka Nell Williams jako 11-letnia Elżbieta. W scenach dialogów ze swoją starszą wersją przypomina nam, że niemal od samego początku wiedziała jakie jest jej przeznaczenie i jaką funkcję będzie musiała pełnić.


Zagubiony John Major i stoicki spokój królowej

Sztuka jest zaskakująco zabawna, bardzo ironiczna, a czasem zwyczajnie wzruszająca. Śmiejemy się z przekomarzań królowej z Haroldem Wilsonem, a chwilę później ściska nam się serce, gdy dowiadujemy się o jego chorobie. Podziwiamy krótkie riposty Elżbiety osadzające w miejscu premierów, którym wydawało się, że potrafią nią sterować, a jednocześnie patrzymy na kobietę, która mimo wszystko niewiele może.

Mnie najbardziej chwyciło za serce jedno krótkie zdanie, gdy królowa dziękowała Davidowi Cameronowi za jego mowę pogrzebową dla Margaret Thatcher. Z ich wcześniejszej scenki dowiedzieliśmy się, że się nie zgadzały, że się nie bardzo lubiły, że Elżbieta (po raz pierwszy) naruszyła zasadę całkowitej dyskrecji otaczającej spotkania. A jednak w jej "była tylko 6 miesięcy starsza ode mnie" jest więcej szczerego żalu, niż w wielu podniosłych gestach i mowach. Haydn Gwynne jako Żelazna Dama pokazana tu została jako godny przeciwnik dla władczyni. 

dwie silne kobiety, ale tylko jedna z nich ma prawdziwą władzę

Oglądając spektakl nie mogłam nie porównywać go do zeszłorocznej sztuki o rodzinie królewskiej - do "Króla Karola III". Obie osiągnęły wielki sukces w Londynie, obie zgarnęły wiele nagród i jeszcze więcej nominacji, obie doczekały się transferu na Broadway. "Król Karol" wydaje się poniekąd ciągiem dalszym "Audiencji". Elżbieta mówiła tam kilkakrotnie: niezależnie od podejmowanych przez szefa rządu decyzji, nawet jak będzie im bardzo przeciwna, premier ma zawsze królewskie poparcie. Tą zasadę jej syn, w innym spektaklu, złamał dzień po jej pogrzebie.
Dołóżmy do tego niezwykle popularne "Handbagged", które także w 2014 podbijało serca widzów i krytyków i jasno widać, że rodzina królewska, od czasów Willa Szekspira po dziś, to jeden z najbardziej eksploatowanych przez brytyjskich dramatopisarzy tematów.


 
Królowa i jej ulubiony premier - pokazany tu zupełnie inaczej niż w "Made in Dagenham", gdzie był bardziej karykaturą Harolda Wilsona.









Tuż po przerwie mogliśmy obejrzeć bardzo ciekawy dokument o projektowaniu kostiumów do spektaklu, a także o tym, jak przygotowywano niezwykle efektowne (bo niemal niezauważalne) metamorfozy Elżbiety na scenie. Po seansie czekał nas krótki wywiad z Helen Mirren i reżyserem Stephenem Daldry i kilka pytań
od publiczności. To co najbardziej zapadło mi w pamięć, to słowa Helen, że tak naprawdę nikt nie zna królowej. Mamy wiele portretów, gdyż bardzo wyrozumiale i hojnie do nich pozuje, mamy ogromną ilość oficjalnych nagrań... ale to wszystko są w pewnym sensie tylko kreacje, stworzone na potrzeby kliszy, pędzla czy kamery. "The Audience" jest takim właśnie kolejnym portretem władczyni - wyobrażeniem twórców, bardzo trafiającym w gusta odbiorców.

I oczywiście nie można zapominać o najważniejszym - każda szanująca się sztuka powinna mieć "kawałek z psem". Tu Helen trafnie zauważyła, że gdy tylko czworonogi pojawiają się na scenie, dwunożni aktorzy mogliby stać i mamrotać w kącie - i tak nikt na nich nie zwraca uwagi  :)

reżyser i najważniejsi aktorzy: Rocky i Coco

 Obecnie w Londynie w roli królowej Elżbiety można podziwiać Kristin Scott Thomas. Na wizytę w teatrze Apollo macie czas tylko do 25 lipca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz