niedziela, 15 listopada 2015

Vampire Hospital Waiting Room - recenzja

Doktor Bloom prowadzi szpital (stara się, w każdym razie - choć głównie chowa się przed pacjentami), ale jednocześnie ma wielki mroczny sekret. Otóż całe swoje życie studiował księgi i szukał wskazówek, jak spotkać wielkiego Lorda Wampirów - który oczywiście przekształci go w jednego z krwopijców i zapewni nieśmiertelność. Pewnego wieczoru zdaje się, że jego marzenia wreszcie zostaną zrealizowane. Do poczekalni wjeżdża na wózku inwalidzkim ofiara okropnego wypadku samochodowego, będący w śpiączce milioner Arty Baldwin. I ów milioner spełnia wszystkie wymogi opisane w starożytnych zwojach...

wszystkie zdjęcia pochodzą z fb musicalu

"Vampire Hospital Waiting Room" reklamowany jest jako komediowy musical klasy B. Był wielkim hitem na festiwalu w Edynburgu, a teraz podbija Londyn, na maleńkiej scenie nad Arts Theatre. Za muzykę i teksty odpowiadają Theo McCabe (reżyser) oraz Craig Methven.

Musical jest pełen niegrzecznego, czasem ocierającego się o granicę dobrego smaku (ale nie przekraczający jej ani razu!), absurdalnego humoru. Jest świetnie zagrany i całkiem nieźle zaśpiewany. Ale jego siłą nie tyle są głosy aktorów, ile słowa piosenek. Bo ileż prawdy jest w wielkiej romantycznej balladzie "Love is Like a Car Crash", a porównania w niej są zaiste bardzo trafne - w tym nasze ulubione: "Love is like a car crash, always someone else's fault". 


Aktorzy dają z siebie wszystko - malutkie pomieszczenie, w którym sztuka była wystawiana, nie miało klimatyzacji, było tam niesamowicie gorąco, oni jednak ani na chwilę nie wypadali z roli. Podobali nam się wszyscy bez wyjątku, ale najbardziej chyba Roz Ford, w roli femme fatale - żony Artiego. Naszym zdaniem miała najlepszą piosenkę "Let's Put 'Fun' in Funeral" i najlepsze, złośliwe dialogi. Ale świetni byli też Craig Methven jako Artie (usilnie starający się zachować powagę w czasie "śpiączki") oraz Imogen Brabant, jako jego oddana (w każdym sensie tego słowa) sekretarka Liz. I oczywiście Joe McArdle, jako lekko szalony dr Bloom i Abby Jackson, obdarzona chyba najlepszym głosem z nich wszystkich, seksowna pielęgniarka. 

Całość jest niesamowicie zwariowana, akcja pędzi do przodu jak szalona, gag goni gag, piosenki perfekcyjnie uzupełniają wydarzenia na scenie, a uroku wszystkiemu dodaje grana na żywo muzyka. Krótka przerwa na zmianę dekoracji przed dramatycznym finałem, została spożytkowana przez Joe McArdle na krótką rozmowę z publicznością, która zmieniła się w serię zabawnych porad, jak przetrwać wysokie temperatury panujące w pomieszczeniu.
A na koniec dostajemy jeszcze cytat z Hamleta :)

Powiemy krótko. Jeśli do 21 listopada macie wolny wieczór (wszystkie spektakle zaczynają się o 22), koniecznie się na to wybierzcie! To jest dokładnie to, za co tak bardzo kochamy teatralny Londyn - szalona, niszowa rozrywka, w samym centrum West Endu. Ale ostrzegamy: to nie jest humor dla wszystkich. Podczas gdy my ocierałyśmy zapłakane ze śmiechu oczy, pan obok nas zniecierpliwiony spoglądał na zegarek.



Bilety, w cenie £14, można kupować na stronie teatru. Ostrzegamy, miejsca są nienumerowane, dlatego warto siadać w pierwszych dwóch rzędach, by nie stracić ani chwili z tego, co dzieje się na scenie. 
A jeśli chcecie posłuchać piosenek, możecie zrobić to tu.

2 komentarze:

  1. Och, to nie zdążę się wybrać, ale w wolnej chwili posłucham chętnie piosenek :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko pamiętaj, że to naprawdę nie jest poziom westendowych musicali. Bardziej chodzi tu o słowa niż o śpiew ;) Liczymy że wampiry jeszcze wrócą do Londynu. Z tego co obserwujemy, zbierają całkowicie skrajne recenzje: od jednej zero po kilka 4-5 gwiazdek. A kontrowersje to jak wiadomo dobra droga do sukcesu ;)

    OdpowiedzUsuń