Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato 2016. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 października 2016

The Threepenny Opera - recenzja

Jakoś nie mam szczęścia do Rorego Kinneara. Znakomitego "Otella" udało się zobaczyć tylko Ani1, widziałam "Proces", ale nie było to dobre przedstawienie, na "Operę za trzy grosze" szłam do National Theatre z mocno mieszanymi uczuciami: z jednej strony musical, który lubię i songi, na których się wychowałam, z drugiej dość zróżnicowane recenzje. Mimo wszystko nastawiłam się, że mnie zachwyci, a niestety - nie zachwyciło.
Daleko mi do siedzących obok Amerykanek, które podczas przerwy, z lekkim obłędem w oczach zastanawiały się głośno, co właściwie oglądają. Po czym zgodnie uznały "Operę", za najgorszy spektakl widziany podczas pobytu w Londynie.
Nie, mi się podobało, ale właśnie tylko podobało, nie porwało, nie oczarowało, nie zachęciło do zobaczenia kolejny raz. 

wszystkie zdjęcia ze strony NT

Rory Kinnear w roli Majchra błyszczał. Uśmiechał się niebezpiecznie, uwodził i zdradzał, równie przekonująco wyznawał miłość jak i trzymał krótko swoich kamratów. Bez trudu można w nim było zobaczyć szefa londyńskiego półświatka. 
Nie ustępowała mu grająca Polly Rosalie Craig, niby nieco naiwna, cicha księgowa a jednak nie dająca się zastraszyć i szybko odnajdująca się w nowych okolicznościach. 
Haydn Gwynne i Nick Holder bardzo przekonująco wcieli się w państwa Peachum, dziwaczną parę, która nie darzy się zbytną sympatią, ale gdy trzeba zaskakująco zgodnie współpracuje. 


Chyba każdy choć raz słyszał "Mack the Knife" w takim czy innym wykonaniu. Utwory z musicalu bronią się same, a na szczęście kierownik muzyczny przedstawienia (David Shrubsole) nie próbował aranżować ich na nowo. Zresztą jemu i towarzyszącemu mu na scenie, grającemu na żywo zespołowi należą się oddzielne brawa. 



Scenografia i kostiumy, za które odpowiadała Vicki Mortimer, przywodziły na myśl okres powstania "Opery" i międzywojenny Berlin. Na scenie działo się dużo i momentami szybko. Było kiczowato, zabawnie, chwilami wyzywająco. Tylko szkoda, że nic z tego nie zostało ze mną na dłużej, a słuchać Brechta wolę w wykonaniu Elżbiety Wojnowskiej.


Jeżeli chcecie wyrobić sobie własną opinię to "Operę" można oglądać na pokazach NT Live, np, w  Multikinach 20 października i 13 grudnia. 

sobota, 6 sierpnia 2016

Yerma - recenzja

"Yerma" w interpretacji Simona Stone'a luźno oparta jest o dramat Federico Garcii Lorki. W obu przypadkach mamy historię kobiety, której obsesja na punkcie posiadania dziecka prowadzi do tragedii. Oryginał dzieje się na hiszpańskiej wsi, adaptacja współcześnie w Wielkie Brytanii (bardzo współcześnie, mamy nawet żart z Brexitu).

zdjecia z fb teatru
W głównej roli występuje Billie Piper i tworzy bardzo przekonującą bohaterkę. Emocjonalną i wywołującą emocje w widzach. Pełną nadziei i optymizmu na początku, radosną i uśmiechającą się kokieteryjnie. Na końcu spektaklu samotna i pogrążona w szaleństwie, w które pchnęła ją obsesja.
Mimo wszystko, przynajmniej dla mnie, nie jest to postać, która można polubić. Można próbować zrozumieć, można współczuć, ale od któregoś momentu, przyglądając się jak niszczy wszytko i wszystkich wokół siebie (w tym siebie samą) miałam ochotę solidnie nią potrząsnąć.


Za to, zaskakująco, polubiłam męża naszej bohaterki, którego grał Brendan Cowell. Nie jest idealny, ma swoje wady i przynajmniej na początku nie wspiera jej tak jak powinien, ale stara się i trwa przy niej.
Zdziwiło mnie też, że chwilami, mimo trudnego tematu jaki porusza, sztuka była naprawdę zabawna. Duża w tym zasługa Maureen Beattie i Thalissy Teixeira grających matkę i pracownice/przyjaciółkę głównej bohaterki.


Bardzo podobał mi się sposób wystawienia. Podobnie jak przy "A View from the Bridge" scena była prostokątna i oddzielona od publiczności szklanymi ścianami, na mnie zrobiła wrażenie akwarium albo telewizora, w którym podglądaliśmy życie bohaterów. W zależności od czasu akcji byliśmy w domu, w biurze, w ogrodzie czy na festiwalu.
Podział na części, ekrany informujące ile czasu minęło miedzy wydarzeniami, hiszpańskie śpiewy w tle, to wszystko zbudowało ciekawy klimat i niesamowitą atmosferę.
Na brawa zasługuje obsługa techniczna szybko, sprawnie i w kompletnych ciemnościach zmieniająca scenografię.


Sztuka, a zwłaszcza kreacja Billie Piper, spodobała się także krytykom i spektakl zbiera dobre i bardzo dobre recenzje.   
"Yerma" będzie wystawiana do 24 września. Mam ogromną nadzieje, że jak "Tramwaj zwany pożądaniem" trafi także do kin.

piątek, 5 sierpnia 2016

The Deep Blue Sea - recenzja

Team Medea!

"The Deep Blue Sea" to efekt współpracy Helen McCrory i Carrie Cracknel. W 2014 roku obie panie zafundowały nam bardzo emocjonalną adaptację "Medei", więc także tym razem spodziewałam się porównywalnego zachwytu.
No i lekko się zawiodłam.

zdjecia ze strony teatru
To jest bardzo dobry spektakl, w pełni zasługujący na zachwycone recenzje, jakie zebrał. Helen McCrory jest niesamowita, kolejny raz tworząc postać, od której trudno oderwać wzrok. Tyle, że dla mnie główna bohaterka nie jest tragiczną heroiną budzącą współczucie i smutek. Jak już to raczej irytację i politowanie.
Oczywiście dramat Terence'a Rattigana uznawany jest za arcydzieło, a Hester za jedną z najwspanialszych rol kobiecych we współczesnej dramaturgii, ale... jakoś prościej mi kibicować żądnej zemsty Medei niż zrezygnowanej Hester.
Dopiero ostatnia scena sprawiła, że zaczęłam darzyć ją odrobiną sympatii. Można interpretować samotne śniadanie jako pełne smutku, ja wole widzieć w nim promyczek optymizmu, znak, że nasza bohaterka nie poddała się, że zamierza żyć i walczyć mimo, że najbliżsi mężczyźni w jej życiu zawiedli.


Kolejny raz niesamowicie podobała mi się scenografia Toma Scutta.  Mieszkanie Hester i Freddiego zajmujące całą scenę, w tyle, za na wpół przeźroczystymi ścianami inne mieszkania w kamienicy. Bardzo proste, ale robiące wrażenie.


O ile Helen błyszczy, tak reszta obsady niknie w jej cieniu. Tom Burke (Freddie Page) nie wypada zbyt przekonująco jako mężczyzna, przez którego warto się zabijać. Zaś Peter Sullivan (William Coyler) wykreował bohatera prawie sympatycznego i momentami to jego było mi zal zamiast Hester.
Jedyną postacią, którą naprawdę polubiłam był grany przez Nicka Fletchera pan Miller.

"Deep Blue Sea" grane będzie do 21 września. Wg strony NT spektakle są wyprzedane, ale pozostają bilety dzienne, Friday Rush, albo seans w kinie - zapowiedziany także w Polsce.



czwartek, 4 sierpnia 2016

Richard III - recenzja

Ryszard III, jak wielu złych u Szekspira, jest postacią fascynującą. Odrażający, dopuszczający się potwornych czynów, powinien budzić antypatię każdego widza, ale jakoś nie umiem go tak zupełnie nie lubić. Może to inteligencja, może ironia i dystans do siebie, może kwestia aktorów (w obu przedstawieniach, które widziałam kreacje aktorskie były naprawdę znakomite), ale obserwując z przerażeniem postępki Ryszarda jednocześnie darzę go odrobiną sympatii. 

wszystkie zdjecia ze strony teatru
Adaptacja Ruperta Goolda, chociaż też nie jest idealna, zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu niż ta stworzona w 2014 przez Jamiego Lloyda.
Moim zdaniem spektakl z Almeidy jest spokojniejszy i bardziej surowy. Lloyd osadził akcję w latach 70-tych XX wieku, Goold bardziej współcześnie.
Lloyd emanował (dla mnie przesadnie) przemocą, Goold używa jej oszczędniej, czasem tylko sugerując jej użycie, a jeżeli pokazuje to bez niepotrzebnego przeciągania (poza jedną sceną w drugiej części spektaklu, na którą nie byłam przygotowana).


Aktorsko obie świetne, chociaż każda inaczej. Królowa Elżbieta była lepsza u Lloyda, kradła przedstawienie i zachwycała w każdej scenie. U Goolda (Aislin McGuckin) dopiero w 2 części spektaklu podobała mi się naprawdę.
Za to dwie wdowy królowa Margaret i księżna Yorku (Susan Engel i Vanessa Redgrave) zdecydowanie lepiej wypadły u Goodla. Były niesamowite, podczas każdej spędzonej na scenie chwili. Szczególnie podobała mi się Redgrave. W jej interpretacji Margaret, pozbawiona wpływów szalona staruszka, budziła niepokój wśród bohaterów, nawet jeśli starano się go ukryć kpiąc z niej. 


Wspaniałe kreacje stworzyli także Finbar Lynch (książe Buckingham) i Daniel Cerqueira (Cateby), wierni towarzysze i wykonawcy ryszardowych intryg, no przynajmniej do czasu.
James Garnon jako nierozstający się ze smartphonem lord Hastings był, jak zawsze, wspaniały. 



Jednak wszystkich przyćmił występujący w tytułowej roli Ralph Fiennes. Przygarbiony, utykający, doskonale panujący nad scena i nad publicznością. Głosem, mimiką i drobnymi spojrzeniami ukazywał, że Ryszard to nie tylko groteskowy niegodziwiec, ale postać inteligentna, pozbawiona skrupułów, zajadła i niebezpieczna, a ponieważ Almeida to mały teatr, nawet z balonu doskonale widać było wszystkie te zagrania.
Ryszard Fiennesa, chociaż także zabawny i ironiczny w  swojej okropności, nie był tak czarujący i pełen uroku jak w interpretacji Philipa Cumbusa, ale nadal zdarzały się chwile gdy budził sympatię. Chociaż wraz z upływem czasu coraz mniejszą.
Jednym z moich ulubionych motywów w teatrze, jest łamanie czwartej ściany, wciąganie widza do udziału w sztuce. W pierwszej części spektaklu Fiennes miał kilka takich wyrazistych momentów interakcji z publicznością.


To jeden z tych spektakli, które zaczynają się gdy widzowie dopiero zjamują miejsca. Na scenie ekipa w białych kombinezonach wykopuje szkielet z charakterystycznie skrzywionym kręgosłupem, w tle słychać fragmenty wiadomości o odnalezieniu szczątków króla w Leicester, odgłosy kopania stopniowo przechodzą w szczęk oręża i hałas bitwy, nagle zapada cisza i ciemność, a my znajdujemy się sam na sam z Ryszardem:
   
"Tak wiec nam slonce Yorku zamieniło
Zime niesnasek w promieniste lato ..."

Wizualnie adaptacja jest bardzo prosta. Jej naważniejszym elementem jest zajmujący cały środek sceny, otoczony ziemią dół z którego wykopano szkielet i do którego trafi w czasie trwania przedstawienia kilka postaci. Ów grób w trakcie sztuki, zależnie od potrzeb jest odkryty albo zasłonięty szkłem, ale nieustannie widoczny.
Scenę otaczała ceglana ściana budząca trochę skojarzenia z "King Charles III", zaś królewski tron i zasłona z łańcuszków przypominała mi wizualnie sztuki z cyklu "King and Country" RSC. Ze spektaklami RSC przedstawienie w Almeidzie łączy Terry King, który odpowiadał za sceny walki.
Kostiumy były proste i współczesne. Muzyka raczej nie wpadająca w ucho, ilustrowała najważniejsze momenty podkreślając nastrój. Rekwizyty, ławki, biurka, beczka, wnoszone i wynoszone były na potrzeby danej sceny.
  

Spektakl grany będzie jeszcze tylko do 6 sierpnia, ale zapowiedziano już seanse w polskich kinach, na 22 września -  koniecznie idźcie bo naprawdę warto!

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Pigs and Dogs - recenzja

"Pigs and Dogs" Caryl Churchil to najkrótszy spektakl na jakim byłam. Trwający 15 minut dramat opowiada o homofobii w Afryce, a także o wpływie kolonializmu i chrześcijaństwa na jej rozwój.
Trójka aktorów (Sharon D. Clarke, Fisayo Akinade, Alex Hassell) przerzuca się cytatami m.in. z przemówień polityków, listów misjonarzy, przepisów prawnych, ale także określeniami na homoseksualizm w różnych afrykańskich językach, czy wypowiedziami zwykłych ludzi.

xródło
Całość była bardzo intensywna i bardzo surowa. Żadnej scenografii tylko pusta scena, po której przemieszczali się aktorzy. Zamiast wyszukanych kostiumów - codzienne ubrania, jakby wskoczyli do teatru prosto z ulicy. Brak oprawy muzycznej, a jedynie deklamowane rytmicznie słowa.
W jednej z recenzji (przedstawienie może nie zachwyciło krytyków, ale zebrało solidne trzy i cztero gwiazdkowe oceny) spotkałam się z określeniem, że "aktorzy prawie tańczą wokół siebie" i uważam je za bardzo trafne.

xródło
"Pigs and Dogs" wystawiane było bardzo krótko, ja oglądałam ostatni spektakl, ale gdyby kiedyś wróciło na scenę, to jest to bardzo interesujący i niedrogi sposób na spędzenie teatralnego kwadransa.

wtorek, 5 stycznia 2016

Shakespeare's Globe lato 2016

Niedawno ogłoszono nazwisko nowej dyrektor artystycznej teatru Globe, a dzisiaj poznaliśmy szczegóły pierwszego sezonu pod wodzą Emmy Rice. Zatytułowany jest Wonder, a motywem łączącym wystawiane sztuki mają być magia i folklor. 

zdjęcia z FB Globe
"A Midsummer Night's Dream" w reżyserii Emmy Rice, od 30 kwietnia do 11 września.



"The Taming of the Shrew" w reżyserii Caroline Byrne, od 13 maja do 6 sierpnia; akcja sztuki została przeniesiona do Irlandii.



"946 The Amazing Story of Adolphus Tips" - czyli powrót na scenę Globe The Kneehigh Theatre Company z bardziej współczesną historią. Sztuka opowiadająca o przygotowaniach do Lądowania w Normandii, oparta jest na podstawie książki Michaela Morpurgo, jest efektem współpracy jego i Emmy Rice. Przedstawienia  od 11 sierpnia do 11 września. 

Iqbal Khan wyreżyseruje "Macbetha", wg informacji na stronie teatru ma to być najbardziej brutalna i najbardziej poetycka z dotychczasowych adaptacji. Mając w pamięci, co działo się na "Tytusie Andronicusie" dwa lata temu, może być ciekawie. Dla odważnych spektakle od 18 czerwca do 1 października.



"The Merchant of Venice" w reżyserii Jonathana Munby'ego z Jonathanem Prycem w roli Shylocka będzie wystawiany od 4 do 15 października. Później planowane są trasy: krajowa i międzynarodowa. 

"Imogen" czyli "Cymbelin" z innej perspektywy w adaptacji Matthew Dunstera zagości na scenie od 17 września do 16 października.



W Sam Wanamaker Playhouse wystawione zostaną:
- "The Flying Lovers of Vitebsk" jeszcze jeden spektakl przygotowany przez The Kneehigh Theatre Company wraz z Bristol Old Vic, losy pary kochanków dziejące się w czasach rosyjskiej rewolucji będzie można śledzić od 16 czerwca do 2 lipca.



- "The Two Gentlemen of Verona" w reżyserii Nicka Bagnalla od 20 września do 1 października.



- "The Inn at Lydda" Johna Wolfsona
- "Tiberius Caesar and a meeting with Jesus Christ in Judea".

Obsady zostaną dopiero ogłoszone. Dla spragnionych szczegółów na stronie teatru dostępne są harmonogram i ulotka. 
Publiczna sprzedaż biletów na wszystkie spektakle rozpocznie się 15 lutego.

A oto, co o sezonie mówiła sama Emma Rice: 

sobota, 24 października 2015

Harry Potter i wszystko co warto wiedzieć o biletach

Od wczoraj fani na całym świecie są w stanie wrzenia - JK Rowling wreszcie ogłosiła, o czym będzie nowa sztuka z uniwersum małego czarodzieja. I wszystkie znaki wskazują, że dostaniemy kolejny tom opowieści - tym razem na scenie. Akcja sztuki ma mieć miejsce 19 lat po zakończeniu ostatniego tomu. Zobaczymy: Harry'ego sfrustrowanego pracownika Ministerstwa Magii, trójkę jego nastoletnich dzieci, a zwłaszcza najmłodszego syna Albusa Severusa, który nie do końca radzi sobie z przeszłością sławnego ojca.


wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony sztuki